– Przed problemem związków partnerskich prędzej czy później będziemy musieli stanąć. Ludzie żyją w związkach nieformalnych, to jest fakt – mówił w radiowej Trójce Bartosz Arłukowicz, zajmujący się sprawami osób wykluczonych.

Zapewnił, że będzie przekonywał kolegów z PO do projektu SLD (wystąpił z klubu tej partii, gdy został ministrem).

Projekt Sojuszu zakłada możliwość zawierania „umowy związku partnerskiego". Osoby „pozostające faktycznie we wspólnym pożyciu" miałyby w niej określić „wzajemne zobowiązania o charakterze majątkowym lub osobistym, w celu organizacji wspólnego życia". Projekt nie precyzuje, czy chodzi o osoby jednej czy różnych płci.

Sceptycznie o możliwości przyjęcia tej ustawy wypowiadał się w środę marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna (PO):

– Jest mało czasu, a sprawa jest emocjonalna.

Arłukowicz zamierza też namawiać Platformę do poparcia refundacji in vitro. – Ludzie mają prawo mieć dostęp do nowoczesnych procedur medycznych. Oczywiście, że będę przekonywał. Ale ważniejsze jest, abyśmy to uregulowali w ogóle prawnie, potem rozmawiali o refundacji – mówił. Czy PO da się przekonać Arłukowiczowi? – Nie uważam, żeby dziś, w kampanii wyborczej, można się było poddawać sztucznym staraniom lewicy na pokazanie swojej wrażliwości społecznej – mówi „Rz" wiceszef Klubu Platformy Ireneusz Raś. Czy słowa Arłukowicza też ocenia jako sztuczne? – Nie ten czas, nie to miejsce – ucina.

Nowy minister nie musi przekonywać Małgorzaty Kidawy- Błońskiej (PO), współautorki ustawy o in vitro. – Zgadzam się z nim – mówi „Rz". – Jeśli państwo byłoby stać, metoda in vitro powinna być dofinansowywana. Mam też nadzieję, że uda się przeforsować ustawę o związkach partnerskich bez dyskusji ideologicznych. Bo ułatwia ona życie ludziom niezależnie od orientacji.

 

Autopromocja
Ranking Samorządów

Poznaj najlepsze samorządy w Polsce

WEŹ UDZIAŁ