Więcej mieszkań, tańsze kredyty na własne lokum, bezpłatne publiczne żłobki i przedszkola. I jeszcze wprowadzenie do konstytucji zapisu o dostępie do Internetu dla wszystkich Polaków. To wszystko zaoferowali wyborcom wspierani przez Ryszarda Kalisza młodzi działacze SLD, m.in. Jakub Kwaśny – jedynka w Tarnowie, Paulina Piechna-Więckiewicz (na liście w Warszawie), Ewa Klekot (w Katowicach) i Marcin Nowotka (w Siedlcach).
Łódzki kandydat PO, przedsiębiorca Jarosław Stolarczyk, stworzył fundację, która uruchamia w mieście hot spoty umożliwiające darmowy dostęp do Internetu. Przy tej okazji zorganizował loterię. Można w niej było wygrać tablet. Stolarczyk przekonywał, że to, co robi, nie jest kampanią.
Czy tegoroczna kiełbasa wyborcza przyciągnie do urn?
– A ja już nie słucham obietnic polityków. Włączam telewizję na 15 minut raz w tygodniu i widzę, że nadal nic się w kraju nie zmieniło – mówi Tadeusz Sławik z Krakowa, menedżer dużej zachodniej firmy, z wykształcenia socjolog.
Napieralski laptopa, ojciec Dody – porządek
Ale politycy nie rezygnują z takich zabiegów.
Lider Sojuszu Grzegorz Napieralski zapowiedział, że każdy uczeń będzie miał lekkiego laptopa.
Z kolei rzecznik jego partii Tomasz Kalita zamierza doprowadzić do refundacji in vitro z budżetu.
Ojciec Dody Paweł Rabczewski, kandydat PJN, dawny ciężarowiec, obiecuje natomiast zaprowadzić porządek w Sejmie, gdzie posłowie głównie się kłócą.
Premier Donald Tusk obiecał we Wrocławiu, że przejazd całą obwodnicą miasta będzie darmowy. I okazało się to jedną z niewielu obietnic, które rozwiały się jeszcze przed wyborami, a nie już po.
Po kilku dniach działacze PO wytłumaczyli, że premier niezupełnie to miał na myśli. Ukazał się bowiem projekt rozporządzenia, z którego wynika, że z opłat zwolnione zostaną jedynie auta osobowe.
– Obietnice padają nie tylko w Polsce. Ale tylko odpowiedzialne zapowiedzi budzą zaufanie wyborców. Księżycowe oferty to wyłącznie próba wkupienia się w łaski głosujących – uważa Wiesław Chrzanowski, były marszałek Sejmu. Jego zdaniem wyborcy nie potrafią skutecznie polityków rozliczać, bo po kilku latach rządów niewiele z ich zapowiedzi pamiętają.
– Wiem, że wyborcy nas rozliczą, i nie obiecuję podwyżek płac – zapewnia jednak prof. Włodzimierz Bernacki, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, kandydat PiS do Sejmu z Tarnowa. – Mówię, że państwo musi dawać ludziom minimum bezpieczeństwa, także w sferze socjalnej. Skoro płacimy podatki, nie możemy być np. w razie problemów zdrowotnych zostawieni sami sobie.
Dofinansowanie, autostrada, studia
Czasem zapowiedzi kandydatów bywają skromniejsze. Politycy PiS obiecują dofinansowanie z budżetu państwa budowy nowoczesnych linii tramwajowych dla miast, w tym Rzeszowa. Mówili o tym wiceprezes partii Beata Szydło oraz były wiceminister skarbu Paweł Szałamacha, prezentując program „Nowoczesne miasto, miasteczko i wieś". Tramwaj proponują także w Bielsku-Białej, Radomiu czy Białymstoku.
W Białej Podlaskiej senator PO Józef Bergier zapowiedział nowy kierunek w Państwowej Szkole Wyższej i zabieganie o utworzenie Akademii Bialskiej. Stanisław Żmijan, kandydat Platformy do Sejmu, obiecał starania o budowę autostrady A2 do granicy.
W Białymstoku Karol Pilecki, kandydat PO do Sejmu, przy okazji nowego roku szkolnego zadbał o rozdawanie w okolicach szkół planów lekcji. Ze swoim zdjęciem, listem do rodziców i prośbą o wsparcie w wyborach. – Nie przekroczyłem granicy przyzwoitości i dobrego smaku – mówi kandydat. W liście napisał, że jego mama jest nauczycielką, a on „wie, jakie wyzwania stoją przed systemem oświaty, czego brakuje i jak to zmienić".
Lubimy słuchać, że będzie lepiej
– Tylu obietnic wysłuchałam, że nie ufam kolejnym. Ile razy zapowiadano podwyżkę emerytur?! – mówi 70-letnia Teresa Gabryś z Gdańska.
– PiS obiecywało mi w 2005 r. trzy miliony mieszkań, a Donald Tusk w exposé w 2007 r. szybką i czystą kolej. A gdy ostatnio jechałem ekspresem do Gdańska, pociąg z Krakowa spóźnił się cztery godziny. Będę o tym pamiętał 9 października – zapowiada 22-letni Paweł, student historii z Tarnowa.
– Jednak część wyborców wciąż pozwala się oszukiwać – mówi prof. Tadeusz Borkowski, socjolog z UJ. – Są osoby, które lubią słuchać, że jest dobrze, a będzie lepiej. Tylko niektórzy krytycznie analizują słowa polityków.
Według naukowca gra wyborcza sięgająca po kłamstwo i manipulację zagraża demokracji. – Wyborcom trudno rozliczyć posła, bo nie ma mechanizmu jego odwoływania. Nie ma też prawa, które zabrania manipulowania wyborcami – wskazuje Borkowski.
I tylko czasem obietnice na wyrost bywają sympatyczne. PSL rozdawało kilka dni temu w Koszalinie nasiona koniczyny, która – jak twierdzi kandydat Stanisław Dycha – przyniesie wyborcom szczęście.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki e.losinska@rp.pl
