Reklama

Areszt bez czytania akt

Krzysztof Stańko, przedsiębiorca, który niesłusznie spędził w areszcie 27 miesięcy

Publikacja: 18.05.2012 04:28

Sądy dwukrotnie uznały pana za niewinnego, niezwykle krytycznie oceniając działania prokuratury. Ale nikt z katowickiej apelacji konsekwencji nie poniósł.

Krzysztof Stańko:

Przecież prokuratura jest nieomylna, to klan ludzi stojących ponad prawem. Nie wierzę, by ktoś choćby skarcił tych, którzy zamienili życie moje i mojej rodziny w piekło.

Reklama
Reklama

Prokuratura się broni, że o aresztach decydowała nie ona, ale sąd.

Można powiedzieć, że tu działano wspólnie i w porozumieniu. Gdy mnie zamykano, przywieziono mnie do sądu w Katowicach, a tam rzucono sędziemu jakąś teczkę z kartką. On na to: „Nie, nie, panowie, ja pracuję do 16, teraz idźcie do asesora". Nikt nawet nie czytał akt.

Ile razy przez te prawie 2,5 roku pobytu w areszcie w Gliwicach przesłuchiwał pana prokurator?

Raz. Przesłuchał to za dużo powiedziane. Odczytał mi akt oskarżenia, gdy w momencie zatrzymania przewieziono mnie do Katowic. Później przez 27 miesięcy moje zeznania go nie interesowały.

Reklama
Reklama

Czy prokurator Pietrzak chociaż pana przeprosił?

Nawet nie przyjechał do wrocławskiego sądu apelacyjnego.  Ludzie pracujący w warunkach dużego stresu, np. kierowcy, co pewien czas przechodzą badania psychologiczne. A prokurator też ma pracę stresującą i mam wrażenie, że efektem tego jest to, że pracują tam ludzie, którym czasami odbija. I powinni co jakiś czas być  badani przez psychiatrów.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama