Polski rynek pracy staje się coraz atrakcyjniejszy dla obcokrajowców. Czyżby widzieli oni u nas potencjał, którego my nie dostrzegamy?
Dominika Staniewicz:
Wszystko zależy od dziedziny. Nasz rynek jest absolutnie wyczerpany, jeśli chodzi o branżę IT. Brakuje nam jakieś 30-40 tysięcy ludzi. W związku z tym pracodawcy prześcigają się w coraz wyższych wynagrodzeniach i dodatkach, ściągając pracowników z zagranicy, np. z Ukrainy, Filipin, Niemiec.
Skoro szukamy ludzi do pracy za granicą, czy to znaczy, że mamy niewystarczającą liczbę odpowiednio wykwalifikowanych pracowników?
Każdy pracodawca najpierw sięga po pracowników najłatwiej dostępnych. Poprzez międzynarodową rekrutację poszukiwane są kompetencje rzadkie.
Ale nasz rynek wciąż nie jest chyba w pełni konkurencyjny z tym zachodnim? Dlaczego obcokrajowcy chcą u nas pracować?
Świat jest globalną wioską, nic więc dziwnego, że jeździmy za pracą. Potem często się okazuje, że ludzie, którzy do danego kraju przyjechali do pracy, zostają w nim ze względów osobistych, po prostu zaczynają tam żyć. I to nie jest jakoś szczególnie nietypowe. Wreszcie i my dotarliśmy do tego punktu, że Polska może być równie atrakcyjnym krajem i można u nas znaleźć pracę. A każdy kraj ma przecież jakieś zawody deficytowe, my również.
Czy o polskich pracodawcach nie mówi się na Zachodzie źle?
W Polsce jest specyficzna kultura pracy. Pracujemy – zwłaszcza na wyższych i specjalistycznych stanowiskach – bardzo ciężko i bardzo efektywnie. Nasz kraj na pewno nie jest zieloną wyspą, ale w porównaniu z innymi krajami Europy – nie toniemy. Od dłuższego czasu jesteśmy więc stawiani za wzór.