Rz: Nie ustaje dyskusja na temat Państwowej Komisji Wyborczej i sposobu jej działania. Dlaczego w Polsce wyniki zostały podane tak późno w porównaniu z krajami zachodnimi?
Rafał Chwedoruk:
W wyborach do Parlamentu Europejskiego ordynacja wyborcza jest bardzo skomplikowana, a granice okręgów wyborczych różnią się od granic przy wyborach parlamentarnych. Poza tym nie jesteśmy krajem skomputeryzowanym w takim stopniu jak państwa Europy Zachodniej. To dotyczy nie tylko wyborów, ale też np. płacenia podatków i tego, jak wolno przechodzimy na wypełnianie PIT w internecie. Pamiętajmy też, że jako społeczeństwo nie mamy zaufania do różnych instytucji, dlatego PKW musi być ostrożna przy liczeniu głosów.
Czyli to dobrze, że wykazała się skrupulatnością?
Mieliśmy już do czynienia w Polsce z nieprawidłowościami wyborczymi. Przypomnijmy choćby sytuację z wyborów samorządowych w Wałbrzychu, gdzie udowodniono fałszowanie podpisów podczas ich zbierania przed wyborami. To też może wzmacniać ostrożność urzędników. Ale z tego, co się dzieje, mogą wynikać same pozytywy. Przejrzystości i skrupulatności nigdy dość.
O ile czas liczenia głosów można jeszcze jakoś wybronić, o tyle sformułowanie, że „lajki" na Facebooku to łamanie ciszy wyborczej, świadczy o kompletnym nieprzystosowaniu PKW do czasów, w jakich żyjemy...
To jest pewien problem. Ale ciszy wyborczej nie można znieść selektywnie. Idąc do naszego lokalu wyborczego, bylibyśmy nagabywani przez tabuny agitatorów, co obniżyłoby i tak niską powagę wyborów. Mielibyśmy do czynienia z wysypem sondaży, a wiele z nich byłoby pochodną woli polityków. Pokazały to swego czasu wybory w Elblągu, gdzie wyniki jednej z kandydatek były przeszacowane pięciokrotnie w promowanych przez jej komitet niby-sondażach. W internecie nie da rady zachować ciszy, ale nie byłoby dobrze, gdyby wyborca przed samym podjęciem decyzji był bombardowany informacjami, których prawdziwości nikt nie może potwierdzić. Zniesienie ciszy wyborczej miałoby sens w innej kulturze politycznej.
A co ze sprawą dużej liczby głosów nieważnych?
Nie powinno się bagatelizować takich głosów, bo nawet jeśli nie kryje się za tym łamanie prawa, to sam fakt, że obywatele oddają nieważne głosy, może być sygnałem, że albo zrobili to świadomie, albo nie potrafią głosować. W takim układzie aż prosi się o ustalenie okręgów wyborczych i komisji, w których takich głosów było ponadprzeciętnie dużo, i przeprowadzenie badań terenowych. Trzeba sprawdzić, po pierwsze, z czego to wynika, a po drugie, na czym ta nieważność polega.