Reklama

Epidemia nieważnych głosów w wyborach samorządowych

Oszustw nie było, to głosujący masowo się mylili – twierdzą członkowie komisji wyborczych.

Aktualizacja: 20.11.2014 17:17 Publikacja: 20.11.2014 01:00

Epidemia nieważnych głosów w wyborach samorządowych

Foto: Fotorzepa/Marian Zubrzycki

Niechlubne rekordy w liczbie nieważnych głosów bito w powiatach malborskim, wejherowskim, nowodworskim na Pomorzu oraz na terenie powiatów stargardzkiego, łobeskiego i koszalińskiego.

– Wyborcy oddawali głos na wszystkie komitety, bo uważali, że na każdej kartce trzeba postawić krzyżyk – przekonuje sędzia Andrzej Iwanowski z  powiatowej komisji wyborczej w Malborku.

Jego zdaniem wynikało to z niezrozumienia zasad głosowania do rady powiatu czy sejmiku. – Wyborcy byli pouczani, że na jednej karcie mają stawiać jeden krzyżyk – tłumaczy Iwanowski. Dodaje, że odsetek nieważnych głosów w jego powiecie wynosił ok. 23 proc. – I rozkładał się równo w obwodach wiejskich i miejskich – podkreśla sędzia Iwanowski.

Także sędzia Tomasz Robak, przewodniczący powiatowej komisji wyborczej w Wejherowie, uważa, że duża liczba nieważnych głosów (media podawały, że aż 40 proc. do sejmiku) wynikała stąd, że wyborcy w niewłaściwy sposób zakreślali karty. – Robili to niezgodnie z instrukcją – mówi.

Jak podał nam urzędnik wyborczy z Wejherowa, do rady powiatu wydano 72 216 kart, oddano na nich 11 916 nieważnych głosów (ponad 16 proc.). Do sejmiku w tym powiecie wydano 72 280 kart, a 14 659 głosów było nieważnych (ponad 20 proc.).

Reklama
Reklama

W powiecie Nowy Dwór  Gdański 22 proc. głosów oddanych na kandydatów do sejmiku było nieważnych. Tu także wyborcy mieli stawiać krzyżyk na każdej kartce. – Teraz mieli do dyspozycji książeczkę, a nie jeden wielki papierowy arkusz z kandydatami, jak cztery lata temu – zauważa sędzia Jakub Uzdowski, przewodniczący powiatowej komisji wyborczej.

Uważa on, że nie można mówić o żadnym przekręcie, skoro problem dotyczy wielu powiatów, a nie jednego.

Od 20 do 35 proc. głosów nieważnych oddanych zostało w trzech zachodniopomorskich powiatach w wyborach do sejmiku. To informacje z terenu stargardzkiego, łobeskiego i koszalińskiego.

Dla porównania, w poprzednich wyborach do sejmików w 2010 r. średnio w kraju oddano ok. 12 proc. głosów nieważnych (ale większość z nich, 80 proc., stanowiły karty bez skreśleń).

Politolog dr Jarosław Flis z UW uważa, podobnie jak sędzia Uzdowski, że wyborcy pogubili się przy głosowaniu. – W wyborach na wójta czy do rady gminy dostawali jedną kartę, a do powiatów i sejmików broszurę, więc stawiali krzyżyk na każdej karcie – wskazuje.

Flis dodaje, że to rozwiązanie nie było wcześniej sprawdzone.

Reklama
Reklama

Zdaniem politologa mamy kolejny powód, by zmienić nasz system wyborczy. – Ma wiele wad, a nieważne głosy to jedna z nich – tłumaczy dr Flis.

W czasie tych wyborów były też inne nieprawidłowości. Wyborcy otrzymywali np. karty z innych okręgów lub bez niektórych list kandydatów. Niewłaściwe karty rozdawano wyborcom m.in. w Raciborzu. – Nie wiem, jak doszło do zamiany kart, wyjaśnienie w tej sprawie nie zostało przeprowadzone – mówi Anna Szukalska z powiatowej komisji wyborczej w tym mieście.

Według Magdaleny Łuczyńskiej, szefowej komisji w Będzinie, gdzie trafiła część kart do rady powiatu z jedną stroną z kandydatami z innej miejscowości (Czeladzi), na pomylonych drukach oddano w sumie 19 głosów. – Do błędu doszło pewnie w drukarni podczas składania tych kart – uważa Łuczyńska.

Podobny błąd odkryli działacze PiS na kartach do głosowania do rady powiatu leszczyńskiego w Wielkopolsce. – Na pewno do pomyłki doszło w drukarni. Błędne karty odłożyliśmy – mówi Teresa Maleszka, przewodnicząca komisji powiatowej w Lesznie. Ale nie wie, ile w sumie było nieprawidłowych kart.

Wciąż nie wiadomo, kto ukradł 480 kart do głosowania na burmistrza w Głogowie Małopolskim na Podkarpaciu. Sekretarz miasta odsyła w tej sprawie do policji, ta – do prokuratury. – Nie będziemy prowadzić tego postępowania. W środę wysłaliśmy prośbę do prokuratury okręgowej o przekazanie go do innej jednostki – mówi nam Edyta Lenart, szefowa Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie. – Mamy takie ustalenia, że spraw dotyczących samorządów, burmistrzów czy wójtów ze swojego terenu nie prowadzimy, aby nie było zarzutu stronniczości.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama