We wtorek 3 listopada Amerykanie wybierają nowych przedstawicieli do Kongresu w ramach tzw. midterms, czyli wyborów odbywających się w połowie kadencji prezydenta. Głosowanie obejmuje wszystkich 435 członków Izby Reprezentantów oraz około jednej trzeciej składu Senatu. Wyborcy decydują również o obsadzie części stanowisk na szczeblu stanowym i lokalnym.

Wynik wyborów może mieć istotne znaczenie dla dalszych rządów Donalda Trumpa. Jak powiedział PAP prof. Radosław Fiedler z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, sondaże wskazują na wyraźną przewagę Demokratów. Według przywołanych przez niego szacunków prawdopodobieństwo przejęcia przez nich Izby Reprezentantów wynosi około 90 proc., a Senatu – około 60 proc. W ogólnokrajowych badaniach przewaga Demokratów nad Republikanami ma wynosić od 7 do 10 punktów procentowych.

Czytaj więcej

Donald Trump ostrzega demokratów przed impeachmentem szefa Pentagonu

Politolog zastrzegł jednak, że sondaże nie przesądzają o ostatecznym rezultacie. – Sondaże wskazują dużą – od 7 do 10 proc. – przewagę Demokratów nad Republikanami, ale to są barometry nastrojów danego dnia i dotyczą całego kraju – zaznaczył w rozmowie z PAP.

Ewentualna utrata większości w Kongresie oznaczałaby dla Trumpa poważne utrudnienie w realizacji jego politycznych planów. Zdaniem Fiedlera nie należy jednak oczekiwać, że prezydent zmieni sposób sprawowania władzy i zacznie szukać porozumienia z demokratycznymi parlamentarzystami.

– Jeżeli nawet w Kongresie większość będą mieć Demokraci, to prezydent Trump po prostu będzie ignorował Kongres jeszcze bardziej niż do tej pory. Będzie rządził za pomocą kolejnych dekretów wykonawczych. Ale wtedy będzie też już tzw. kulawą kaczką. Nie będzie kandydatem w kolejnych wyborach, będzie politykiem schodzącym ze sceny – ocenił ekspert.

Czytaj więcej

Przedwyborczy sondaż z USA: Demokraci z wyraźną przewagą nad partią Donalda Trumpa

Wybory połówkowe są jednym z elementów amerykańskiego systemu kontroli i równowagi władz, określanego jako „checks and balances”. Ich zadaniem jest ograniczanie dominacji jednego obozu politycznego. Często zdarza się, że ugrupowanie urzędującego prezydenta traci w ich wyniku większość w jednej lub obu izbach Kongresu.

Na niekorzyść Republikanów działa obecnie kilka czynników. Prof. Fiedler wymienił przede wszystkim wysokie koszty życia, nieprzewidywalną politykę celną Trumpa oraz niepopularną wojnę z Iranem. Dodatkowym obciążeniem ma być sposób prowadzenia polityki przez prezydenta, który zdaniem politologa łączy interesy rodzinne z działaniami na arenie międzynarodowej.

– Amerykanie głosowali na Trumpa i Republikanów z nadzieją, że to przywróci miejsca pracy, wróci przemysł i „dobra Ameryka” z lat 80., z czasów Ronalda Reagana. Tak się nie stało – wskazał rozmówca PAP.

Czy Demokraci doprowadzą do impeachmentu prezydenta?

Jednym z najważniejszych pytań po wyborach będzie możliwość wszczęcia procedury impeachmentu wobec Donalda Trumpa. Przejęcie kontroli nad Kongresem przez Demokratów mogłoby ułatwić rozpoczęcie takiego procesu, ale nie gwarantowałoby odsunięcia prezydenta od władzy. Prof. Fiedler jest sceptyczny wobec scenariusza, w którym Demokraci doprowadzą sprawę do końca.

Procedura wymaga bowiem uzyskania odpowiedniego poparcia w obu izbach parlamentu. Najpierw zarzuty wobec prezydenta musi zatwierdzić Izba Reprezentantów. Następnie sprawa trafia do Senatu, gdzie do skazania i usunięcia prezydenta z urzędu potrzebne są głosy dwóch trzecich senatorów, czyli 67 osób. Oznacza to, że za takim rozwiązaniem musiałaby opowiedzieć się również część Republikanów.

– Najpierw musi to przegłosować izba niższa, a potem Senat. W izbie wyższej za impeachmentem musiałoby opowiedzieć się 67 senatorów, czyli także politycy republikańscy. Nawet gdyby to się udało, po odsunięciu Trumpa od władzy jego obowiązki przejmie wiceprezydent J.D. Vance. Nie wiem, czy to będzie dobre dla Demokratów – wyjaśnił politolog.

Czytaj więcej

„Najpierw listopad, potem będziemy się martwić”. Vance podsyca spekulacje o prezydenturze?

Ekspert zwrócił uwagę, że Republikanie mogą mimo wszystko zachować niewielką przewagę w Senacie. Nawet gdyby obie partie zdobyły po 50 mandatów, rozstrzygający głos w przypadku remisu należałby do wiceprezydenta J.D. Vance'a, który pełni również funkcję przewodniczącego Senatu.

Możliwa porażka wyborcza może mieć jednak konsekwencje nie tylko dla samego Trumpa, lecz także dla przyszłości Partii Republikańskiej. Zdaniem Fiedlera część polityków zacznie szukać alternatywnego przywództwa, a dotychczasowa lojalność wobec prezydenta może osłabnąć.

– Do tej pory tolerowano u Donalda Trumpa wiele rzeczy, bo miał dobre wyniki. Teraz stał się obciążeniem. Ruch MAGA będzie szukał innego przywódcy. Być może będzie nim wiceprezydent J.D. Vance. Widać, że on już się dystansuje od Trumpa, na przykład w kwestii Iranu – powiedział ekspert.

Politolog przewiduje również, że w przypadku dużej porażki Republikanów wpływy Trumpa w partii będą stopniowo ograniczane. Znaczenie może mieć także postawa biznesu. Lobbyści i wielkie korporacje mogą przenieść finansowe wsparcie na polityków, którzy będą mieli większe szanse na zwycięstwo w kolejnych wyborach.

– Amerykańska kultura polityczna lubi zwycięzców – podsumował Fiedler.