Po burzliwej środzie na rynku walutowym, w czwartek inwestorom udało się opanować nerwy. "Sponsorem" odreagowania był przede wszystkim dolar, który po południu tracić w ujęciu globalnym.
Główna para walutowa EUR/USD zwyżkowała o 0,5 proc. i wróciła powyżej 1,05. To pomogło też złotemu, chociaż nie we wszystkich układach walutowych.
Złoty przede wszystkim umacniał się w stosunku do dolara. Po południu zyskiwał on wobec amerykańskiej waluty 0,4 proc. i dolar był wyceniany na mniej niż 4,40 zł.
Czytaj więcej
Wczoraj kurs złotego znów był pod presją sprzedających. W czwartkowy poranek stara się odrabiać straty. Kluczowy nadal jest dolar.
Tak dobrze nie było już w przypadku euro. Wycena europejskiej waluty po południu była praktycznie taka sama, jak wczoraj, a to oznacza poziom około 4,63 zł. Podobnie sytuacja wyglądała w przypadku franka, który był wyceniany na 4,79 zł.
Nie zmienia to jednak faktu, że sytuacja na rynku złotego cały czas pozostaje napięta. Analitycy CMC Markets zwracają nawet uwagę, że wrzesień może być najgorszym miesiącem dla złotego od 2016 r.
Co dalej? Przyszłość złotego w dużej mierze nadal będzie zależała od ruchów dolara. Nie bez znaczenia będzie też sytuacja polityczna w Polsce, a także to, co będzie dalej robić Rada Polityki Pieniężnej. Znaków zapytania jest więc bardzo dużo, a to może się przekładać na podwyższoną zmienność rynkową.