Z tego powodu właściciele hodowli nie mogą liczyć na wypłatę od ubezpieczyciela. Żyjący w ich hodowli koń został ciężko zraniony przez innego, ważącego ponad 500 kg wierzchowca, który zabłąkał się na jego padok.

Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Zgierzu. Powodowie chcieli od ubezpieczyciela zapłaty po 17,5 tys. zł z odsetkami. Argumentowali, że prowadzą gospodarstwo rolne i zajmują się hodowlą koni. W ich opinii pozwana spółka jako ubezpieczyciel ponosi odpowiedzialność odszkodowawczą za to, że doszło do zdarzenia, w wyniku którego koń doznał urazu i musiał zostać uśpiony. Powodowie sami zapłacili 35 tys. zł poszkodowanym właścicielom konia i domagali się zwrotu tych środków.

Czytaj także:

Szkody łowieckie: rolnik dostanie odszkodowanie za szkody wyrządzone przez dzikie zwierzęta

Ubezpieczyciel zakwestionował roszczenie, wskazując, że za zdarzenie nie odpowiada ubezpieczony, skoro nie można przypisać mu zaniedbań. Sąd zgodził się z tym argumentem i oddalił powództwo. Powołał się na ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. Zgodnie z nimi ubezpieczenie OC przysługuje, jeżeli rolnik, osoba pozostająca z nim we wspólnym gospodarstwie domowym lub pracująca w jego gospodarstwie rolnym są obowiązani do odszkodowania za wyrządzoną w związku z posiadaniem gospodarstwa szkodę, będącą następstwem śmierci, uszkodzenia ciała, rozstroju zdrowia bądź też utraty, zniszczenia lub uszkodzenia mienia. Artykuł 51 tej ustawy mówi, że ubezpieczeniem OC nie jest objęta odpowiedzialność cywilna rolnika i pozostałych, którzy pracując w gospodarstwie rolnym w okresie trwania ochrony ubezpieczeniowej, wyrządzili szkodę w związku z posiadaniem przez rolnika tego gospodarstwa.

Powodowie faktycznie ponieśli szkodę w związku z posiadaniem gospodarstwa rolnego, jednak nie jest to automatycznie powód do uzyskania ubezpieczenia. Według art. 431 k.c., kto zwierzę chowa albo się nim posługuje, obowiązany jest do naprawienia wyrządzonej przez nie szkody niezależnie od tego, czy było pod jego nadzorem, czy też zabłąkało się lub uciekło, chyba że ani on, ani osoba, za którą ponosi odpowiedzialność, nie ponoszą winy. Regulacja ta ma zastosowanie, jeśli zwierzę działa z własnego popędu, a tak właśnie było w tym przypadku.

– Pracownik powodów należycie nadzorował zwierzę. Nie mógł zapobiec jego naturalnej płochliwości. Utrzymanie na lince zwierzęcia o tak znacznej wadze jest bardzo utrudnione. Zdarzenie powinno być kwalifikowane jako nieszczęśliwy wypadek. Powodowie nie odpowiadają cywilnie za to zdarzenie. Nie każda szkoda wiąże się z odpowiedzialnością cywilną – uzasadniała asesor sądowy Sabina Ławniczak.

Sygnatura akt: IC1399/19