Ile postępowań o stwierdzenie nieważności decyzji nacjonalizacyjnych dziś pan prowadzi?

W tej chwili jest to ok. 30 postępowań dla ok. 20 klientów.

Ile trwa prowadzone najdłuższej?

Jedno o stwierdzenie nieważności orzeczenia nacjonalizacyjnego z 1949 r. toczy się od 2001 r., a więc już 20 lat.

Jak to możliwe?

Ta sprawa dotyczy bardzo dużej przedwojennej działki w skład której wchodzą atrakcyjne tereny inwestycyjne – bez kamienic z lokatorami – które częściowo pozostają w zasobach miasta stołecznego Warszawy, a częściowo Skarbu Państwa. Trudno już zliczyć, ile w sprawie tej nieruchomości zapadło rozstrzygnięć nadzorczych i ile razy były one kwestionowane. Sprawa trzykrotnie trafiała do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który nie miał wątpliwości, że nacjonalizacja była rażąco sprzeczna z komunistycznym prawem. W 2017 roku udało się uzyskać decyzję nieważnościową, która uwzględniła wytyczne sądów administracyjnych. Dotyczyła jednak jedynie jednej części wspomnianej działki. W stosunku do drugiej części mieliśmy powtórkę z rozrywki i karuzelę rozstrzygnięć. Obecnie po raz kolejny postępowanie administracyjne nadzorcze – na szczęście już „tylko" w drugiej instancji – zmierza do końca. Mamy zawiadomienie o jego zakończeniu i zamiarze wydania decyzji, która – pomimo ciągłych odwołań ze strony Warszawy i Skarbu Państwa – wiadomo jaka będzie. Zapewniam, że mogę takich przykładów ponad dziesięcioletnich postępowań nadzorczych podać jeszcze wiele, ale gazety by nie wystarczyło.

Czytaj także: Prezydent postanowił podpisać nowelizację KPA

Czyli teoretycznie jest szansa na zakończenie tej sprawy przed wejściem w życie noweli kodeksu postępowania administracyjnego, którą w sobotę podpisał prezydent i która zamknie drogę osobom walczącym o stwierdzenie nieważności decyzji nacjonalizacyjnych starszych niż 30 lat?

Oczywiście że tak. W praworządnym państwie, jak organ administracji komunikuje, że zebrał materiał dowodowy i jest gotowy do wydania decyzji, powinna ona zostać wydana niezwłocznie po zajęciu przez strony ostatecznych stanowisk lub upływie terminu do jego zajęcia. Mam nadzieję, że do czasu wejścia tej skandalicznej nowelizacji przedstawicielom organów administracji nie zabraknie nawet nie tyle odwagi, ile zwykłej, ludzkiej przyzwoitości, aby zakończyć te postępowania, które są na to gotowe. Niestety, nie mogę wykluczyć, że w niektórych przypadkach będą silne naciski podmiotów publicznych, aby organy administracji stworzyły sztuczne przeszkody rzekomo nakazujące dalsze prowadzenie postępowań nadzorczych – aż do szczęśliwego dla nich końca, czyli umorzenia tych postępowań z mocy nowego prawa.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

I co pan wtedy powie klientom?

Powiem im, że po raz kolejny państwo polskie ich oszukało, ale po raz pierwszy zrobiło to państwo wolne, demokratyczne i teoretycznie praworządne. Państwo to staje się paserem w majestacie prawa – dokonuje legalizacji, konwalidacji bezprawia, a następnie będzie mogło swobodnie sprzedawać „uwolnione" w niemoralny sposób od roszczeń nieruchomości, których pozostanie właścicielem. Czyli państwo komunistyczne bezprawnie zabrało, państwo demokratyczne to bezprawie legalizuje, a następnie sprzedaje, zarabiając w ten sposób na krzywdzie dawnych właścicieli. A chodzi o grunty położone w atrakcyjnych lokalizacjach, przeznaczone na cele inwestycyjne. I to jest prawdziwy cel uchwalonej właśnie ustawy – zabronić jakichkolwiek zwrotów, zablokować prawo do odszkodowań i jeszcze zarobić dla budżetu państwa. Ale powiem klientom też, że się nie poddajemy. Dopóki są w Polsce wolne sądy, mogą one samodzielnie oceniać nie tylko oczywistą dla każdego prawnika sprzeczność nowelizacji k.p.a. z konstytucją, ale także i wadliwość jej uchwalenia po słynnej już reasumpcji głosowania w Sejmie. Zapewniam panią, że sądy zostaną zalane nowymi pozwami z tytułu bezprawia legislacyjnego i pozbawienia prawa do dochodzenia odszkodowań.

Są jakieś szacunki, ile osób bezpowrotnie utraci prawo do odszkodowania za utracone mienie?

Żaden z przedstawicieli władz w trakcie procesu legislacyjnego nie przedstawił takich szacunków i ja też ich nie znam. W Senacie padła liczba 2 tysięcy postępowań nadzorczych wobec decyzji administracyjnych starszych niż 30 lat tylko w samorządowych kolegiach odwoławczych, a są jeszcze i inne organy prowadzące takie postępowania. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie wszystkie postępowania nadzorcze wobec nacjonalizacji kończą się sukcesem dla dawnych właścicieli, gdyż każdy przypadek oceniany jest indywidualnie i może się okazać, że nacjonalizacja była zgodna z ówczesnym prawem. Wtedy właściciel zostaje z niczym, ale to nic nowego, tak było i wcześniej.

Nowela k.p.a. zakończyła temat reprywatyzacji w Polsce?

W żadnym wypadku. Przede wszystkim dotknięci tą nowelą będą podejmować liczne kroki prawne, aby doprowadzić do stwierdzenia jej niekonstytucyjności lub bezprawności, a także takiej wykładni sądowej, która pozwoli na stwierdzanie np. wydania decyzji z naruszeniem prawa bez jej unieważniania w sprawach w toku, np. w przypadkach, w których postępowanie jest już w drugiej instancji po korzystnej decyzji nadzorczej w pierwszej instancji.

Ale przecież sprawy w toku mają zostać umorzone?

Teoretycznie tak. Prawda jest jednak taka, że dopiero co uchwalone na kolanie przepisy są niechlujne i niejasne co do zakresu przedmiotowego. Poza tym nie można mówić o końcu reprywatyzacji, bo ta ustawa w ogóle nie dotyka wielu roszczeń reprywatyzacyjnych cywilnoprawnych możliwych do dochodzenia np. z reformy rolnej, dekretu o nacjonalizacji lasów lub tzw. dekretu warszawskiego. Takich spraw są nadal tysiące. Ponadto spodziewam się tysięcy procesów sądowych o odszkodowanie za wieloletnią bezczynność lub przewlekłość administracji oraz jej błędy, skutkujące obecnie umorzeniem postępowań, mimo oczywistych podstaw do unieważnienia nacjonalizacji w latach poprzednich. Liczę też na to, że sądy powszechne, widząc zamknięcie drogi administracyjnej do wykazania nielegalności decyzji nacjonalizacyjnych, będą same przeprowadzać ocenę ich legalności jako jedną z przesłanek odpowiedzialności odszkodowawczej Skarbu Państwa. Nie możemy też zapominać o kolejnych tysiącach procesów odszkodowawczych, które już się toczą przed sądami lub zostaną tam wszczęte na podstawie decyzji nadzorczych wydanych przed wejściem w życie nowelizacji k.p.a.

Spodziewał się pan takiego zakończenia prac nad nowelizacją k.p.a.?

Tliła się we mnie nadzieja na zdrowy rozsądek, jednak Sejm, bez żadnej merytorycznej dyskusji i jakiegokolwiek chociaż uzasadnienia, odrzucił kompromisowe – chociaż zamykające drogę do zwrotów nieruchomości, co dla wielu środowisk właścicielskich nadal było nie do przyjęcia – poprawki Senatu. Propozycja senacka zmierzała do zachowania równowagi pomiędzy z jednej strony koniecznością stabilizacji stosunków własnościowych wywołanych bezprawną, powojenną nacjonalizacją oraz ochroną praw nabytych przez osoby trzecie, w tym lokatorów kamienic, a z drugiej strony zachowaniem prawa dla dawnych właścicieli lub ich spadkobierców do dochodzenia słusznych odszkodowań za rażąco wadliwe odbieranie im majątków w okresie dyktatury komunistycznej. Wnikliwe prace w Senacie, gdzie umożliwiono przedstawienie argumentów przez różne strony tego – skądinąd sztucznie wywołanego sporu – dawały nadzieję na uczciwe, zgodne z konstytucją i prawem międzynarodowym rozwiązanie prawne. Niestety, stało się inaczej, Sejm stanął po stronie wyłącznie jednej grupy społecznej, co skutkować będzie kolejnymi tysiącami procesów sądowych, w tym zalaniem sądów administracyjnych skargami na umorzenie postępowań nadzorczych, a następnie Trybunału Konstytucyjnego skargami na oczywistą i rażącą niekonstytucyjność większości uchwalonych przepisów. Ta ustawa jest sprzeczna z konstytucją, prawem międzynarodowym oraz zwykłą ludzką uczciwością i moralnością, a ponadto jest skrajnie cyniczna, gdyż nie rozwiązuje żadnego problemu społecznego, stojącego u podstaw jej uchwalenia – nie ochroni praw lokatorów kamienic tam, gdzie doszło już do stwierdzenia nieważności nacjonalizacji, ani tam, gdzie majątek został znacjonalizowany w innych trybach niż decyzje administracyjne, a także nie ma nic wspólnego z obroną przed roszczeniami o tzw. mienie bezspadkowe, gdyż doskonale wiadomo, że prawo polskie nie zna takiego pojęcia i roszczenia te są z gruntu bezzasadne, a ewentualne rozwiązanie kwestii mienia bezspadkowego to problem polityczny, a nie prawny.

Będzie Strasburg?

Duża część właścicieli skieruje z pewnością skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, skoro państwo polskie zamknęło właśnie jedyną efektywną drogę dochodzenia odszkodowań za bezprawne decyzje administracyjne tam, gdzie postępowania nadzorcze nie zostały zakończone. Ale najpierw trzeba będzie wyczerpać wszystkie tryby procesowe w Polsce, poczynając od umorzeń postępowań przez skargi do WSA i NSA. Ostateczne i prawomocne zamknięcie drogi prawnej do podważenia legalności decyzji administracyjnej to oczywiste naruszenie prawa do wynagrodzenia szkody za niezgodne z prawem działania administracji, a to już podpada pod prawo międzynarodowe.

Postępowanie reprywatyzacyjne nie kończy się na etapie postępowań o stwierdzenie nieważności decyzji zwrotowych. Do tego, żeby na ich podstawie odzyskać nieruchomość czy uzyskać odszkodowanie jeszcze daleka droga. Jak dziś wyglądają zwroty w Warszawie?

W Warszawie od ponad pięciu lat nie ma żadnych zwrotów. Toczą się tysiące postępowań zwrotowych w trybie tzw. dekretu Bieruta lub ustawy o gospodarce nieruchomościami, lecz Urząd m.st. Warszawy dopuszcza się zorganizowanej i systemowej obstrukcji. Pozoruje swoją aktywność, aby tych postępowań nigdy nie zakończyć. Tymczasem dawnym właścicielom przysługują realne roszczenia zwrotowe, wynikające wprost z obowiązujących przepisów. Warszawa te prawa jawnie ignoruje i woli płacić milionowe kary nakładane przez WSA w Warszawie wskutek skarg bezradnych właścicieli na bezczynność lub przewlekłość niż podjąć jakiekolwiek decyzje, nawet odmowne. Zdaje sobie bowiem z tego sprawę, że wtedy właściciele mogliby się odwołać do organów drugiej instancji i tam uzyskać zmianę decyzji. To systemowa luka prawna, która powinna być niezwłocznie wypełniona przez ustawodawcę, jeżeli nie chce narazić Polski na kolejne milionowe kary, nakładane tym razem przez Trybunał w Strasburgu.