– Na całe życie stałem się zbiegiem i uciekinierem - mówi. – Nie jestem ani Polakiem, ani Niemcem, ani kimkolwiek innym. Jestem tym w zależności od tego, gdzie jestem. Nie jestem jednak i pewien, czy kiedykolwiek wyprowadziłem się z Zabrza…
Tam właśnie przyszedł na świat w 1931 roku. Kiedy się rodził się w domu babci, jego ojciec był w więzieniu - odbywał karę za szmugiel. Jego idolem był pradziadek Jakub Piecha.
- Był kowalem, zawadiaką i bohaterem – mówi Janosch. – Ani razu nie zamienił ze mną słowa – tym mi zaimponował. Był kowalem – nie zajmował się dziećmi.
Pierwsze trzy lata mojego życia były dobre, gdy byłem u mojej babki, a wszystko co było potem – było straszne – wspomina.
Potem mieszkał z rodzicami w familoku, w którym podłogi były czerwone, a ściany żółte od machorki. Bał się, kiedy matka wychodziła i zamykała go na klucz w domu. A działo się to często. Nie była dla niego czuła.
- Między sobą wszyscy w domu mówili po polsku to znaczy właściwie po śląsku, ale do mnie zwracali się prawie wyłącznie po niemiecku – pamięta Janosch.
Jako dziecko śnił, że potrafi fruwać. Chciał być też wówczas rabusiem grabiącym bogatych i dającym biednym.
– Od dziecka ciągnęło mnie nad granicę, do kawałka ziemi, na który nie można było wchodzić. Nazywał się Niemendsland – wyjaśnia. - Celnicy strzelali tam do ludzi bez ostrzeżenia.
Po wojnie, w czerwcu 1946 roku, wyjechał z bliskimi z Zabrza bydlęcym wagonem.
– Nie mieliśmy gdzie mieszkać, nasze mieszkanie spalili Rosjanie, nie było co jeść – opowiada Janosch. – A w Niemczech było wszystko. Wówczas nie szukało się sensu życia, tylko – chleba.
Na początku pracował w fabryce, później podjął studia w Akademii Sztuki w Monachium. Ale malowanie ulubionych zwierzątek i kwiatuszków spowodowało, że tej uczelni nie skończył i postanowił zająć się pisaniem. Jest autorem ponad stu ilustrowanych książek dla dzieci, przetłumaczonych na niemal 70 języków, które ukazały się w wielomilionowych nakładach. Sam ilustruje swoje opowiadania, a stworzone przez niego wizerunki wykorzystano przy tworzeniu filmów animowanych.
Jednak właśnie „Cholonka” przedstawiającego realia niemieckiej części Górnego Śląska okresu Dwudziestolecia międzywojennego, uważa za swoją najlepszą książkę, bo - jak mówi - nic w niej nie jest fikcyjne.
Premiera ciekawie zrealizowanego dokumentu „Mój Niemandsland” w reżyserii Wojciecha Królikowskiego we wtorek 20 lutego o 22.55 w TVP 2.