Od kilku miesięcy rozwijana jest inicjatywa Innovate Poland. Problemem pozostaje jednak zaangażowanie szeroko rozumianego rynku kapitałowego. Duża część tego sektora ma właścicieli za granicą, więc tego typu inicjatywy nie zawsze są dla nich priorytetem. Czy w ogóle możliwe jest przedefiniowanie sposobu myślenia zagranicznych właścicieli?
Zacząłbym od porównania warunków, w jakich funkcjonują podobne programy: francuski Plan Tibiego, niemiecka inicjatywa WIN oraz nasz Innovate Poland. To dziś trzy najważniejsze tego typu projekty w Europie. Są bardzo dobrze skrojone pod potrzeby europejskiego rynku i w tym sensie Polska jest wśród liderów. Francja była pierwsza, Niemcy ogłosili swój program pod koniec 2024 r., zaledwie rok przed nami. Podobnie jak my, Niemcy są jeszcze na wczesnym etapie.
Na czym więc polega problem?
Wyzwaniem jest stworzenie systemowych zachęt, które zwiększą zaangażowanie inwestorów instytucjonalnych w rozwój rynku private equity czy venture capital. Jest wiele powodów, dla których inwestorzy instytucjonalni działający w Polsce – i mówię tu szeroko: o ubezpieczycielach, bankach, family offices – są powściągliwi.
Czytaj więcej:
Szkolimy talenty, które budują siłę obcych gospodarek, jednocześnie na rodzimym rynku faworyzujemy koncerny zza granic. Skala tych zjawisk stała si...
Pro
Pierwszy jest bardzo prosty: mamy relatywnie mało lokalnych instytucji. PZU było pierwszą dużą instytucją, która rzeczywiście zaangażowała się na większą skalę (PZU, wraz z BGK i PFR jest tzw. inwestorem założycielem – anchor investor – w programie Innovate Poland), bo naturalnie widzi zbieżność między interesem grupy a rozwojem polskiej gospodarki. W przypadku podmiotów, których centrale znajdują się za granicą, ten sposób myślenia nie jest już oczywisty.
Zarazem nie można powiedzieć, że zagraniczni inwestorzy w ogóle nie interesują się polskim rynkiem. Miałem na początku roku spotkanie w Wiedniu z bardzo dużym inwestorem instytucjonalnym z Austrii. Ten podmiot miał kilka bezpośrednich inwestycji w sektorze private equity w Polsce. Nawet wśród polskich inwestorów niewielu ma podobną skalę zaangażowania.
Czyli aby Innovate Poland mógł rozwijać się szybciej, podobnie jak Plan Tibiego, potrzeba większej dostępności lokalnego kapitału?
Potrzebujemy kapitału zarówno lokalnego, jak i zagranicznego. Jeśli mówimy o lokalnym, to chodzi przede wszystkim o kapitał długoterminowy, zwłaszcza emerytalny. W praktyce mamy dziś dwie główne pule tego kapitału. Z jednej strony Otwarte Fundusze Emerytalne (OFE), które funkcjonują już w formule raczej schyłkowej i mają ograniczoną przestrzeń do inwestowania w aktywa alternatywne. Z drugiej mamy Pracownicze Programy Kapitałowe (PPK), czyli system wciąż wschodzący, ale który daje teoretycznie znacznie większe możliwości. W przypadku PPK do 10 proc. aktywów może być lokowane w aktywa alternatywne, w tym private equity. Problem polega jednak na tym, że ta pula kapitału nadal jest relatywnie niewielka.
Dlaczego obecna skala PPK nie daje jeszcze realnego impulsu dla rynku private equity?
Budowanie tej skali to projekt obliczony na lata. Jeśli spojrzymy na cały rynek PPK, to mówimy dziś o około 52 mld zł aktywów. Ale kiedy podzielimy tę pulę pomiędzy 16 instytucji zarządzających, a następnie rozłożymy ją jeszcze na poszczególne fundusze zdefiniowanej daty (dziś jest ich 10 w każdej instytucji finansowej), okazuje się, że przestrzeń do inwestowania w aktywa alternatywne robi się bardzo ograniczona. Dlatego potrzebny jest czas, żeby PPK dalej rosły i osiągnęły skalę.
Czytaj więcej
Jeszcze niedawno o suwerenności decydowały armie, ropa i fabryki. Dziś coraz częściej przesądzają o niej centra danych, półprzewodniki i dostęp do...
Co w takim razie musi się wydarzyć w najbliższym czasie, żeby inicjatywa Innovate Poland rzeczywiście nabrała rozpędu?
Pierwszy mocny impuls już wyszedł. Program został ogłoszony w listopadzie i dziś mamy na pokładzie trzech inwestorów: PFR, BGK i PZU. PZU traktujemy jako pierwszego inwestora prywatnego. W kwietniu poprzez naszą spółkę PFR Ventures rozpoczęliśmy proces akredytacji – zaprosiliśmy zespoły zarządzające VC i PE do aplikowania po środki z Innovate Poland. Ten filar programu, czyli Innovate PL to 2,4 mld zł, czyli ok. 600 mln euro. Co ważne – będzie dalej skalowany, choć my zawsze będziemy inwestorem mniejszościowym. Nawet w najbardziej konserwatywnym scenariuszu zakładamy około 1,2 mld euro z rynku. Realnie ta dźwignia może być jeszcze większa, bo zwykle nasze zaangażowanie będzie wynosiło raczej 20-30 proc., a nie 50 proc. To oznacza potencjalnie skalę rzędu 1,8 do nawet 2,5 mld euro kapitału pracującego w gospodarce.
W sumie cały program Innovate Poland to w pierwszej fazie 4 mld zł. Program składa się z dwóch filarów – wspomnianego Innovate PL oraz Future Tech Poland. Ten drugi, realizowany wspólnie z Europejskim Funduszem Inwestycyjnym, to około 1,5-1,6 mld zł.
Na czym skupiają się dziś działania wokół programu?
Teraz naszym głównym celem jest poszerzenie grona inwestorów założycielskich. Rozmawiamy z instytucjami krajowymi, w tym bankami i ubezpieczycielami, ale też z szeroką grupą inwestorów zagranicznych – z Austrii, Szwecji, Niemiec, Francji, Singapuru, Japonii, Korei, Kanady i kilku innych krajów.
Kiedy można spodziewać się pierwszych efektów tych rozmów?
Wkrótce. Mamy już kilku inwestorów, którzy są na etapie szczegółowego due diligence. Analizują dane programu pod kątem własnych polityk inwestycyjnych. To obecnie grupa blisko dziesięciu podmiotów, które aktywnie rozważają zaangażowanie. Jeśli do końca roku uda się pozyskać kilku nowych inwestorów, będzie to duży sukces.
Możemy dziś mówić o konkretnych kwotach potencjalnych inwestycji?
Jeszcze zdecydowanie za wcześnie na takie deklaracje. Natomiast bardzo ważne jest to, że w ramach programu formalnie uruchomiliśmy już proces aplikacyjny dla zespołów zarządzających. Oznacza to, że te wspomniane 2,4 mld zł (600 mln euro) zacznie w najbliższym czasie realnie pracować w gospodarce. To naprawdę bardzo duży impuls dla rynku.
Jakie są dziś najważniejsze argumenty za wejściem do programu?
Po pierwsze, oferujemy produkt przygotowany w komercyjny sposób. To nie jest projekt oparty wyłącznie na idei wspierania rynku, ale rozwiązanie, które dostarcza atrakcyjną stopę zwrotu. Mówimy o potencjale dwucyfrowych stóp zwrotu netto. Po drugie, dużą zaletą modelu FoF (fundusz funduszy) jest to, że mogą do niego dołączyć także inwestorzy, którzy wcześniej nie mieli doświadczenia w sektorze private equity czy venture capital.
Coraz częściej mówi pan o konieczności przebudowy polskiego modelu rozwoju. Co dziś wymaga największej zmiany?
Z perspektywy PFR widzimy dwa obszary wymagające zmiany – i tam, gdzie to możliwe, wprowadzamy te zmiany. Pierwszy to innowacje. Drugi to wzmocnienie roli polskiego kapitału w inwestycjach. I mówię celowo „polskiego”, bo przez ostatnie 30 lat Polska była beneficjentem globalizacji i integracji europejskiej, ale przede wszystkim jako odbiorca kapitału.
Dziś jednak sytuacja wygląda już inaczej, bo kapitału w Polsce zgromadziło się więcej, a polskie firmy są znacznie bardziej gotowe do ekspansji zagranicznej.
Zawsze przywołujemy tutaj jedną liczbę: wartość skumulowanych polskich inwestycji zagranicznych to około 4 proc. PKB. Dla porównania – w Czechach czy na Węgrzech to około 20 proc., a średnia unijna sięga 60 proc. PKB. Oczywiście wynika to także z uwarunkowań historycznych. Kraje Europy Zachodniej przez dekady budowały swoją obecność kapitałową na świecie, często korzystając z dawnych relacji kolonialnych czy wcześniejszej przewagi gospodarczej. Polska takich doświadczeń nie miała.
Czyli ekspansja zagraniczna staje się dziś elementem nowego modelu wzrostu?
Zdecydowanie tak. My patrzymy na ekspansję zagraniczną także jako na formę innowacji. Przedsiębiorca, który wychodzi za granicę, musi zbudować nowe kompetencje. Chcąc budować wartość, musi umieć dostrzec potencjał w innowacji procesowej i produktowej, musi zatrudnić menedżerów funkcjonujących w międzynarodowym środowisku, nauczyć się nowych rynków, obserwować zagraniczną konkurencję, dostosowywać się do innych warunków regulacyjnych czy kulturowych.
I w tym kontekście pojawiła się inicjatywa Team Poland?
Team Poland ma być odpowiedzią na potrzebę lepszej koordynacji działań instytucji państwa wokół ekspansji zagranicznej polskich firm. Przez lata kompetencje były rozproszone pomiędzy różne podmioty, a przedsiębiorcy często nie wiedzieli, do kogo powinni się zwrócić i gdzie realnie mogą uzyskać wsparcie.
Dziś chcemy budować bardziej zintegrowany model działania, który będzie dla firm prostszy i bardziej czytelny. Chodzi nie tylko o promocję eksportu, ale o realne wsparcie przedsiębiorstw w budowaniu obecności za granicą, pozyskiwaniu partnerów, finansowania czy kompetencji potrzebnych do funkcjonowania na nowych rynkach.
Czyli jeśli dobrze rozumiem, nie chodzi już wyłącznie o eksport, który dotąd był głównym kierunkiem polskiej ekspansji zagranicznej, ale coraz bardziej także o eksport kapitału i przejęcia zagranicznych aktywów?
Dokładnie tak. Eksport oczywiście pozostaje bardzo ważny i wiele instytucji w Grupie PFR nadal go wspiera. W KUKE bardzo silny jest komponent eksportowy, podobnie w BGK. Natomiast z perspektywy PFR kluczowa staje się dziś przede wszystkim ekspansja kapitałowa polskich firm.