Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co w rzeczywistości napędzało polską gospodarkę na początku roku i które jej filary okazały się słabsze od prognoz.
  • Z jakich powodów nastroje konsumentów uległy pogorszeniu i co to oznacza dla dynamiki wydatków w kolejnych kwartałach.
  • Jak bezprecedensowy napływ funduszy z UE, w tym z KPO, ma stać się motorem napędowym dla krajowych inwestycji.
  • Jakie są kluczowe prognozy na najbliższe lata i które czynniki geopolityczne mogą zaważyć na przyszłości polskiej gospodarki.

Te dane dowodzą jednak, że polska gospodarka na początku tego roku rosła wolniej niż pod koniec ubiegłego (+4,1 proc. r/r w czwartym kwartale 2025 r.). Również w ujęciu kwartał do kwartału, wyrównanym sezonowo, widać pewne hamowanie: GUS zaraportował wzrost o 0,6 proc., względem 1,1-1,2 proc. r/r w drugiej połowie 2025 r.

Z drugiej strony, wciąż oczywiście Polska cechuje się solidnym wzrostem gospodarczym. Średnie prognozy na ten rok oscylują w okolicach 3,5 proc. r/r. Przykładowo, takie są właśnie przewidywania Komisji Europejskiej. Jej szacunki wskazują, że polska gospodarka urośnie w tym roku realnie trzykrotnie mocniej niż średnia UE i – nie licząc małej Malty – najszybciej w całej Unii. Zresztą dane Eurostatu wskazują, że również w pierwszym kwartale br. PKB Polski urósł najmocniej spośród tych krajów UE, które już pokazały swoje dane (a zrobiła to duża większość z nich).

Czytaj więcej

KE prognozuje mocny wzrost Polski. Jednocześnie ostrzega przed eksplozją długu

Konsumpcja prywatna poniżej prognoz

Sam odczyt PKB okazał się dość bliski średnim prognozom ekonomistów: 3,6 proc. r/r (formułowanym jeszcze przed szybkim szacunkiem z połowy maja). Struktura wzrostu gospodarczego przedstawiona w poniedziałek przez GUS może być jednak pewnym zaskoczeniem (acz warto pamiętać, że urząd może jeszcze rewidować dane w kolejnych miesiącach).

Z najnowszych danych GUS wynika, że konsumpcja prywatna urosła w pierwszym kwartale br. o 3,3 proc. r/r, słabiej od średniej prognoz dla „Rz” i „Parkietu” (4 proc.). Jednocześnie taki odczyt wciąż jest bardzo przyzwoity. Przez styczeń i luty realizował się bardzo dobry scenariusz: wprawdzie realna dynamika płac hamowała, ale nadal była solidna (około 4 proc. r/r). Nastroje konsumenckie były niemal najlepsze od pandemii, a na horyzoncie majaczyła nawet kolejna obniżka stóp procentowych (którą zresztą w marcu RPP jeszcze „dostarczyła”). Wybuch wojny w Iranie oraz wzrost inflacji (w pierwszej fali z powodu wyższych cen paliw) wyraźnie pogorszył nastroje konsumentów i jest to w dłuższym terminie spore wyzwanie dla dynamiki konsumpcji, ale akurat krótkoterminowo w marcu mógł jej nawet pomóc. Dane o sprzedaży detalicznej (aż +8,7 proc. r/r w marcu) wskazywały wszakże, iż kierowcy kupowali paliwo na zapas, zresztą pomógł też wówczas efekt wydatków przed Wielkanocą.

Czytaj więcej

Inflacja hamuje, płace słabną. RPP traci powody do podwyżek stóp

Z czasem dynamika konsumpcji może jednak hamować. – Badania koniunktury konsumenckiej w Polsce od marca zaczęły się pogarszać, sugerując potencjalne spowolnienie tempa realnego wzrostu wydatków gospodarstw domowych z około 4 proc. r/r do 2-2,5 proc. w dalszej części roku – ocenia Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas Bank Polska. – Póki co sądzimy, że aktywność zakupowa nie osłabnie aż tak znacząco, za czym przemawia m.in. zbudowana w zeszłym roku poduszka bezpieczeństwa w postaci znaczących oszczędności, jednak popyt konsumpcyjny może nie zwiększać się już tak żwawo jak dotychczas – mówi.

Inwestycje na mniejszym plusie

GUS zameldował też za pierwszy kwartał br. wzrost inwestycji o 2,4 proc. r/r, również niższy od średniej prognoz ekonomistów (+3,9 proc. r/r). Inwestycje mają być – obok konsumpcji prywatnej – głównym motorem polskiej gospodarki w 2026 r. – W tym roku inwestycje związane z wydatkowaniem KPO i polityką zwiększania wydatków obronnych pozostaną silnikiem wzrostu. Dobrze radzić będą sobie budownictwo i branże powiązane oraz firmy liczące na wzrost zamówień w ramach umów SAFE i polityki local content – wskazuje Hanna Cichy, szefowa działu gospodarczego Polityki Insight.

W pierwszym kwartale negatywnie na część inwestycji oddziaływała zimowa aura – widać to było w dwucyfrowych spadkach produkcji budowlano-montażowej w styczniu i lutym. Dane za kolejne miesiące wskazują jednak na odrabianie tych strat. Pieniędzy na inwestycje jest mnóstwo.

– Na ten rok przewidujemy bezprecedensowy w polskiej historii napływ funduszy europejskich, którego wartość przy pełnym wykorzystaniu środków z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) może wynieść ok. 50 mld euro (ok. 210 mld zł). Impulsem dla inwestycji będą zwłaszcza dotacje z KPO. Do końca bieżącego roku do beneficjentów powinny trafić jeszcze granty o wartości blisko 60 mld zł. Po zadyszce na przełomie 2024 i 2025 r. związanej ze zmianą wieloletniej perspektywy finansowej UE zimą zeszłego roku nabrały rozpędu transfery funduszy europejskich z regularnego unijnego budżetu – komentuje Tomasz Tyc, starszy ekonomista Banku BNP Paribas. – Nowością w palecie dostępnych dla Polski funduszy europejskich są środki z programu SAFE, w ramach którego Polska otrzyma pożyczki o wartości 43,7 mld euro przeznaczone na obronność – wyjaśnia.

Pozytywnie wypadła w pierwszym kwartale konsumpcja publiczna, rosnąc o 6 proc. r/r. Niespodzianką może być też fakt, że – zgodnie z danymi GUS – saldo obrotów z zagranicą nie miało negatywnego oddziaływania na wynik PKB.

Łącznie konsumpcja prywatna dodała do wzrostu PKB w pierwszym kwartale 2 pkt proc., publiczna 1,2 pkt proc., a inwestycje tylko 0,3 pkt proc. Jak wspomniano, wpływ salda obrotów z zagranicą (zresztą podobnie jak zmiany zapasów) był neutralny.

Co dalej z polską gospodarką?

Jak wspomniano, w tym roku prognozy wskazują na około 3,5-procentowy wzrost polskiej gospodarki. – Nasz bazowy scenariusz wzrostu gospodarczego w 2026 r. – 3,6 proc. r/r – oparty jest na założeniu, że sytuacja na Bliskim Wschodzie wkrótce się unormuje, co będzie skutkować trwałym spadkiem notowań surowców energetycznych. Ewentualne przedłużenie się konfliktu i jego zaognienie rodzi ryzyko wyższej presji cenowej i w konsekwencji słabszej kondycji gospodarki niż obecnie przewidujemy – mówi Dybuła.

W 2027 r. impet gospodarki przyhamuje, według dzisiejszych oczekiwań nieco poniżej 3 proc. (np. Komisja Europejska prognozuje nam 2,7 proc.). Przyczyny? Niższa absorpcja środków z UE, wciąż ujemne saldo obrotów w handlu, do tego hamująca konsumpcja wobec wolniejszego wzrostu płac zarówno w ujęciu nominalnym (zapewne około 5 proc. r/r), jak i realnym (zapewne w okolicach 2-3 proc.). Częściowo to też wpływ wojny w Zatoce Perskiej.

Bardzo wiele będzie oczywiście zależało od poziomu inflacji. – Z czasem konsumenci mogą szykować się na kolejny kryzys kosztów życia, ograniczać niekonieczne wydatki, gromadzić oszczędności – obawia się Cichy.