Jak zaznaczył Leśniakiewicz, lasy zarządzane przez Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe są odpowiednio przygotowane pod względem ochrony przeciwpożarowej. Znacznie gorzej wygląda natomiast sytuacja w przypadku terenów należących do prywatnych właścicieli.

– Myślę, że dochodzenie policyjne pod nadzorem prokuratury wskaże prawdziwą sytuację, z którą mogliśmy mieć do czynienia. Co prawda są pewne symptomy, które mogą wskazywać, że to nie było jakieś zaprószenie ognia, ale dajmy szansę policjantom – podkreślił wiceszef MSWiA w rozmowie z RMF24.

Większy problem dla strażaków stanowią lasy prywatne

Zdaniem wiceministra wiele prywatnych lasów nie jest utrzymywanych w sposób ograniczający ryzyko szybkiego rozprzestrzeniania się ognia. Chodzi między innymi o usuwanie suchej roślinności i martwych drzew oraz właściwe utrzymywanie dróg dojazdowych.

– Bywa, że lasy prywatne stanowią poważne zagrożenie. To bardzo często wynika z nagromadzonej ilości materiału palnego – wyjaśniał wiceminister. Dodał, że dodatkowym problemem bywa rozdrobniona własność takich terenów. W praktyce oznacza to, że jeden las może mieć wielu współwłaścicieli, a brakuje osoby odpowiedzialnej za jego bieżące utrzymanie i właściwe gospodarowanie.

Czytaj więcej

Mazowsze walczy z ogniem. Pożar lasów pod Warszawą objął już ponad 100 hektarów

W trakcie rozmowy poruszono również kwestię ewakuacji mieszkańców zagrożonych terenów. Jak poinformował Leśniakiewicz, osoby, które zostały ewakuowane w związku z pożarem, mogły wrócić do swoich domów już następnego dnia.

– Największe zagrożenie dotyczyło miejscowości Ołdakowizna. Decyzja o ewakuacji została podjęta profilaktycznie, aby zapewnić mieszkańcom pełne bezpieczeństwo – wyjaśnił Leśniakiewicz.

Wiceszef resortu spraw wewnętrznych zwrócił uwagę, że znaczącym utrudnieniem był także gęsty dym unoszący się nad okolicą. To właśnie on w dużym stopniu wpływał na komfort życia mieszkańców i utrudniał codzienne funkcjonowanie.

Czytaj więcej

Donald Tusk: Pożar na Mazowszu obejmuje 300 hektarów, głównie lasu

Leśniakiewicz poinformował również, że podczas działań ratowniczo-gaśniczych całkowitemu zniszczeniu uległ jeden z pojazdów wykorzystywanych w akcji. Odnosząc się do sprawy 53-letniego samochodu należącego do Ochotniczej Straży Pożarnej, zapewnił, że jednostka może liczyć na wsparcie.

– Na pewno postaramy się wzmocnić tę jednostkę jakimś pojazdem, który będzie przesunięty być może z innej jednostki OSP – zapowiedział.

Dlaczego straż pożarna nie dysponuje własnymi samolotami?

W rozmowie pojawił się także temat pożarów wierzchołkowych, uznawanych za jedne z najtrudniejszych do opanowania. Zdaniem Leśniakiewicza w takich sytuacjach kluczową rolę odgrywa wsparcie lotnicze, a szczególnie samoloty gaśnicze.

Czytaj więcej

Groźny pożar lasu pod Wołominem. Ogień objął ponad 100 hektarów, zablokowana DK50

Zapytany o to, dlaczego straż pożarna nie posiada własnej floty lotniczej, wiceminister wyjaśnił, że bardziej efektywnym rozwiązaniem jest korzystanie ze sprzętu będącego w dyspozycji innych służb, przede wszystkim policji. Przypomniał, że policyjne śmigłowce Black Hawk były kupowane także z myślą o wykorzystaniu ich podczas akcji gaśniczych.

– Maszyny te zostały częściowo sfinansowane ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska właśnie po to, aby mogły uczestniczyć w gaszeniu pożarów lasów. Obecnie są one wykorzystywane do takich działań – podkreślił Wiesław Leśniakiewicz.