Reklama

Kamila Michalak o "Trojankach" w Teatrze Polskim w Poznaniu

Reżyserka Kamila Michalak opowiada Jackowi Cieślakowi o „Trojankach” - najbliższej premierze Teatru Polskiego w Poznaniu, która odbędzie się 4 marca.

Publikacja: 04.03.2016 06:00

Kamila Michalak

Kamila Michalak

Foto: materiały prasowe

"Rzeczpospolita": To już chyba drugi pani spektakl wg Eurypidesa. Wcześniej były "Bachantki". Skąd wybór Trojanek i czy wojenne tło będzie miało konkretny wymiar?

Kamila Michalak: „Bachantki” to spektakl, który powstał jako moja praca studencka w Akademii Teatralnej w Warszawie. Realizowałam w nim, podobnie jak teraz, ideę łączenia teatru operowego i dramatycznego. „Bachantki” pokazałam na Forum Młodej Reżyserii w Krakowie. „Trojanki” to tekst specyficzny, w którym - w pewnym sensie - nic się nie dzieje. To dramat stanu, w jakim znajdują się jego bohaterowie. Ten stan odnosi się do spustoszenia człowieka, któremu wojna zabrała wszystko: dom, rodzinę, ojczyznę, zdewastowała tożsamość. Wymowa tej sztuki jest radykalnie pacyfistyczna. Z taką intencją pisał „Trojanki” Eurypides, w tym duchu interpretował je również w 1965 roku Sartre. Na scenie widzimy kobiety, które przeżyły wojenny kataklizm - są całkowicie zależne od swoich oprawców, nic nie zależy od nich. Jedyne co im pozostaje, jedyne na co mają realny wpływ, to lament. Chciałabym, żeby widz mojego spektaklu mógł im towarzyszyć w opłakiwaniu życia, które przecież dały.

Jaka była geneza tego spektaklu?

Potrzeba stworzenia takiego spektaklu powstała z przeczucia, że znów skończył się dla świata czas pokoju, a zaczął się czas jakiejś niezwykłej, niedookreślonej, ale jednak wojny. Nie minęło sto lat od największej tragedii XX wieku, a trudno oprzeć się wrażeniu, że zanosi się na powtórkę. Skąd te analogie? Człowiek niczego się nie uczy? Chcę mówić o tym na tle bieżących wydarzeń politycznych, czy społecznych, jednocześnie wynosząc Trojanki w sferę mitu, wskazując na ich archetypiczność. Chcę zadać pytania o niezmienność natury ludzkiej, o nieuchronność konfliktów i wojen. Z żalem, że z jakichś powodów ludzkość ciągle powtarza te same błędy, z niezgodą na taki stan rzeczy, wychodzimy na scenę i wzywamy do wspólnego lamentu.

Czy łatwo wejść teraz do teatru? Pani biografia wskazuje, że łatwiej być
studentem i pokazywać swoje prace poza krajem.

Reklama
Reklama

Poza krajem pokazywałam swoje etiudy studenckie. Umożliwiła mi to szkoła. Konfrontacja ze studentami z Moskwy, z Petersburga, czy z Belgradu była, co prawda, dla mnie bardzo inspirująca, otworzyła mnie i w pewnej mierze zbudowała twórczą świadomość, ale nie była sama w sobie przepustką do zdobycia miejsca w teatrze. To umożliwiło mi dopiero wzięcie udziału w Forum Młodej Reżyserii w Krakowie. To swoiste targi pracy dla młodych reżyserów.

Wystawiała Pani już w Poznaniu, w Nowym. Jak doszło do współpracy z Maciejem Nowakiem?

Projekt zrealizowany w Teatrze Nowym był nietypowy. Była to inicjatywa oddolna, od-aktorska. Pracowaliśmy warsztatowo, na boku, z chęci poszukiwania, twórczego rozwoju, bez zobowiązań, nie myśląc o ewentualnej współpracy z jakąś sceną. Jednak zdarzyło się tak, że efekty naszej pracy zostały docenione przez dyrekcję Teatru Nowego i całe przedsięwzięcie zakończyło się premierą spektaklu "Sophie". Na Forum Młodej Reżyserii w Krakowie zdobyłam główną nagrodę i dwie propozycje współpracy od dwóch obecnych na tym wydarzeniu dyrektorów teatrów. Jednym z nich był Marek Fiedor, dyrektor Wrocławskiego Teatru Współczesnego. Zrealizowałam u niego spektakl "Nie trzeba" o rosyjskim matematyku Grigoriju Prelemanie. Drugim z tych dyrektorów był Maciej Nowak, którego tam właśnie poznałam. W momencie kiedy przyszłam do niego z propozycją zrobienia "Trojanek", wiedział już w jakiej poetyce się poruszam i czego można się po mnie spodziewać.

Kiedy wybiera pani operę, a kiedy dramat?

Nie wybieram opery czy dramatu, wybieram temat i do niego dostosowuję środki wyrazu. Mam poczucie, że w niektórych momentach nie da się emocji czy stanu człowieka wyrazić w inny, pełniejszy sposób.

Rozmawiał Jacek Cieślak

Teatr
Styczniowe premiery Teatru TV bez wyróżnień
Teatr
Piotr Domalewski po „Ministrantach” wraca do teatru dyskutować o polskich bohaterach
Teatr
Anna Dymna wróciła do Teatru TV. TVP VOD ma „Norymbergę" z Crowem na wyłączność
Teatr
„Europa” Warlikowskiego: a nie mówiłem, że jesteśmy mordercami i kanibalami?
Teatr
„Europa” Krzysztofa Warlikowskiego. Cielecka, Chyra, Ostaszewska o krwawych tajemnicach Europy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama