Premiera „Dziewczyny z Dzikiego Zachodu” w Teatrze Wielkim w Łodzi. Smutny los dyrektorów

Ta premiera miała być wydarzeniem, a zapowiada kolejny etap kryzysu w Łodzi.

Publikacja: 21.12.2022 03:00

Premiera „Dziewczyny z Dzikiego Zachodu” w Teatrze Wielkim w Łodzi. Smutny los dyrektorów

Foto: Joanna Miklaszewska/ Teatr Wielki w Łodzi

Na „Dziewczynę z Dzikiego Zachodu” polska publiczność czekała 50 lat. O tym, że przedtem wystawiono ją w 1971 roku, też zresztą w Teatrze Wielkim w Łodzi, pamiętają tylko najstarsi widzowie. Reszta nie zna dzieła tak lubianego Giacomo Pucciniego i opery, która jest niczym western.

Akcja dzieje się wśród amerykańskich górników szukających złota. Są szeryf i bandyta. Ale ponieważ to opera, więc czarnym charakterem jest szeryf-baryton, a serce okaże złodziej Dick, śpiewający tenorem o włoskim brzmieniu.

Dyrektor na wylocie

Ta wyjątkowa „Dziewczyna z Dzikiego Zachodu” otworzyła operowy sezon Teatru Wielkiego w Łodzi. Kolejnym wydarzeniem miała być premiera monumentalnego „Raju utraconego” Krzysztofa Pendereckiego, szykowana z okazji 90. rocznicy urodzin kompozytora. Nikt jednak nie wie, czy dojdzie do skutku. Prawdopodobnie z końcem roku dyrektor Dariusz Stachura będzie musiał odejść.

Czytaj więcej

Jubileusz Tomasza Koniecznego. Tak spełniają się marzenia

Na stanowisko dyrektora Teatru Wielkiego otrzymał trzyletni kontrakt. Przedłużenie umowy miało być formalnością, ale tuż przed jej wygaśnięciem latem urząd marszałkowski (rządzi w nim Zjednoczona Prawica) rozpisał konkurs. Nie przyniósł rozstrzygnięcia, a Dariusz Stachura pełni jedynie dyrektorskie obowiązki. Teraz kandydata wyznaczy minister kultury, a nowy człowiek ma pojawić się z nowym rokiem.

Jeśli spojrzy się na dzieje Teatru Wielkiego w Łodzi, to aż trudno zrozumieć, jak największa instytucja kulturalna województwa łódzkiego wciąż funkcjonuje. W ostatnich 20 latach miała dziesięciu dyrektorów naczelnych i ośmiu artystycznych. Zarządzanie teatrem operowym, wymagającym długofalowego planowania, jest tu niemożliwe.

Czytaj więcej

Jubileusz Krystyny Jandy. Kobieta z marmuru i żelaza

Niemal wszyscy mieli kwalifikacje na to stanowisko, ale polegli lub sami zrezygnowali. Pokonała ich sieć intryg, skarg i donosów licznych związków zawodowych w teatrze, uzurpujących sobie prawo do decydowania o jego działalności. A władze samorządowe tym podszeptom łatwo ulegają.

Kolejny konflikt?

O tym, że łódzcy samorządowcy nie umieją zarządzać kulturą świadczy też przykład Teatru im. Jaracza. Jego dorobek artystyczny ulega zniszczeniu. Pod błahym pretekstem odwołano zasłużonego, wieloletniego dyrektora, kolejny też odszedł, nie mogąc porozumieć się z urzędem marszałkowskim. Ten zaś przepchnąl na wicedyrektora aktora, który wcześniej przegrał konkurs, ale jego żona to posłanka PiS.

Teraz po równi pochyłej zacznie posuwać się Teatr Wielki albo szykuje się nowy konflikt. Najpewniejszym kandydatem na dyrektora jest Marcin Nałęcz-Niesiołowski. Jego preferencje plasują się zdecydowanie po prawej stronie, ale ma doświadczenie dyrygenckie i menedżerskie. Był dyrektorem Opery Wrocławskiej oraz Filharmonii i Opery w Białymskoku, której siedzibę wybudował, ale z obu miejsc odszedł po konfliktach.

Dla zespołu, w którym dominują artyści zasiedziali od lat i pragnący spokojnego życia, nie jest to dobra kandydatura. Taki dyrektor z pewnością będzie chciał odświeżyć teatr i nadać mu nowy impuls, jak to robił gdzie indziej.

A odświeżenie łódzkiego teatru wydaje się wręcz konieczne, co udowodniła i „Dziewczyna z Dzikiego Zachodu”. Z licznej obsady z trudną materią wokalną poradził sobie jedynie Dominik Sutowicz w roli Dicka oraz Wojciech Rodek. Pod jego batutą orkiestra pokazała niespotykany wcześniej u Pucciniego symfoniczny rozmach. Co ciekawe, ten dyrygent kilka lat temu odszedł z łódzkiego teatru w wyniku innego dyrektorskiego konfliktu.

Na „Dziewczynę z Dzikiego Zachodu” polska publiczność czekała 50 lat. O tym, że przedtem wystawiono ją w 1971 roku, też zresztą w Teatrze Wielkim w Łodzi, pamiętają tylko najstarsi widzowie. Reszta nie zna dzieła tak lubianego Giacomo Pucciniego i opery, która jest niczym western.

Akcja dzieje się wśród amerykańskich górników szukających złota. Są szeryf i bandyta. Ale ponieważ to opera, więc czarnym charakterem jest szeryf-baryton, a serce okaże złodziej Dick, śpiewający tenorem o włoskim brzmieniu.

Pozostało 86% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Teatr
Długi weekend w warszawskim Teatrze Capitol
Teatr
Pierwsze decyzje Minister Kultury. Dorota Ignatjew dyrektorką Starego Teatru w Krakowie.
Teatr
„Biedermannowie” w Łodzi. Woleli zginąć, niż iść do obozu NKWD
Teatr
„Romeo i Julia” w Teatrze Wielkim w Łodzi. Pięcioletnia licencja na miłość
Teatr
Teatr Dramatyczny bez dyrektora. Konkurs nierozstrzygnięty
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy