Napisana przez Sławomira Mrożka w 1964 roku sztuka, od początku nie miała szczęścia do reżyserów. Dość przypomnieć, że wystawiana była na polskich scenach ledwie kilkanaście razy, a na prapremierę czekać trzeba było aż 14 lat - do 20 października 1978 roku, kiedy w Teatrze Współczesnym w Szczecinie wyreżyserował ją Janusz Nyczak. Rok później w warszawskim Teatrze Współczesnym „Krawca” zaproponował Erwin Axer, zaznajomiony dobrze z twórczością Mrożka, którego wielokrotnie z sukcesem interpretował (Krawca zagrał wówczas Wiesław Michnikowski, a Ekscelencję – Krzysztof Kowalewski).

W Teatrze TV tę sztukę Mrożka zrealizował w 1997 roku Michał Kwieciński, znajdując świetnych odtwórców głównych ról w Andrzeju Sewerynie (Krawcu), Krzysztofie Globiszu (Ekscelencji), Janie Fryczu (Onucym) a także Cezarym Kosińskim (Karlosie). (dostępne do obejrzenia na vod.tvp.pl)

Fabułę tej opowiastki o historiozoficznym zabarwieniu, można najogólniej streścić następująco: do pracowni Krawca łomoczą Barbarzyńcy (z Onucym na czele), by zdetronizować Ekscelencję. Pałacowy przewrót staje się faktem, ale Krawca on nie martwi („Cywilizacja to ja, Ekscelencja to tylko Ekscelencja"), bo wie, że nowa sytuacja oznacza nowych klientów. Krawiec czuje się kreatorem świata i łatwo nawiązuje porozumienie z Onucym i stwarza… następną Ekscelencję. „Główna rozgrywka tocząca się między Krawcem i Onucym jest rozgrywką między inteligentem i chamem: w różnych prezentowanych wcześniej wariantach” – pisała Marta Fik.

Choć Mrożek dał szerokie pole dla wyobraźni realizatorów nie określając czasu akcji, a jedynie umieszczając ją w dwóch przestrzeniach (pracowni Krawca i pałacu Ekscelencji) to jednak bez precyzji myślenia wystawić „Krawca” nie sposób. „To sztuka ani błaha, ani nieudana - przeciwnie, wydaje mi się jedną z najlepszych sztuk, jakie napisał Mrożek między „Tangiem” a „Emigrantami”. Chyba nawet najlepszą” – oceniał trzyaktówkę Konstanty Puzyna, znawca teatru. Dodać można – i wymagającą, podobnie jak w przypadku innych utworów scenicznych tego autora. Kierownictwo Teatru TV powierzyło realizację „Krawca” Markowi Bukowskiemu, aktorowi i reżyserowi, którego w ostatnich latach pochłaniała w obu tych zawodach przede wszystkim praca nad popularnym tasiemcowym serialem „Leśniczówka”. Od skomplikowanych dialogów i precyzyjnej struktury świata Mrożka dzielą go kilometry lasu. Sam fakt, że sztuka przeszła lifting scenariuszowy, którego dokonał Bukowski pospołu z Maciejem Dancewiczem – świadczy, że okazała się zbyt skomplikowana do realizacji bez retuszu. Nieskrępowaną fantazją wykazano się też angażując Danutę Stenkę do roli Krawca i wkładając jej na twarz maskę upodobniającą ją nieco do Frankensteina. Może chodziło o pokazanie, że skoro Wajda obsadził Teresę Budzisz-Krzyżanowską w roli Hamleta, to Bukowski może Danutę Stenkę zatrudnić jako Krawca? Ekscelencja, grany przez Artura Żmijewskiego, nie skrywa wprawdzie swej twarzy, ale też trudno określić jego rolę w tym dziwnym widowisku pełnym kiczu i braku sensu, niestety. W rozpoczynającej spektakl scenie, Barbarzyńcy przechodzą przez drzwi opatrzone szyldem „Dr Cravietz Show”. I rzeczywiście – jest to rodzaj show, tyle, że nie w konwencji Mrożka, a obecnej publicznej telewizji. Nie zadbano także, by widzów przygotować przed spektaklem do jego oglądania, dać kompetentne objaśnienia co do autora i sztuki. Więcej – nazwa i tytuł spektaklu pojawiają się dopiero z napisami końcowymi. W objaśnieniu premierowego „Krawca” na FB-owej stronie Teatru TV przeczytać można, że „Spektakl ten jest opowieścią o naszej cywilizacji, w której stawiając na młodość i piękno, zapomina się o tym, że w los człowieka wpisana jest śmiertelność”.

Dobrze by było, żeby zanim ta śmiertelność człowieka dopadnie, mógł oglądać spektakle Teatru TV, a nie udające go samoróbki.