Reklama

Biskup i spektakl zamordowani

Słaba sztuka Stanisława Wyspiańskiego i taka jej realizacja w warszawskim Teatrze Polskim – pisze Jan Bończa-Szabłowski.

Aktualizacja: 30.01.2014 18:27 Publikacja: 30.01.2014 18:17

Piotr Cyrwus (Król) i Ewa Makomaska (Niewierna Żona)

Piotr Cyrwus (Król) i Ewa Makomaska (Niewierna Żona)

Foto: Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski

W czasach ciągle powracającego sporu o miejsce Kościoła w państwie, debat o kształcie państwa świeckiego wybór sztuki „Bolesław Śmiały" Stanisława Wyspiańskiego jest jak najbardziej wskazany.

Logiczne uzasadnienie nie zawsze wystarcza, o czym świadczy ta premiera. Porwać się na „Bolesława" jest przedsięwzięciem śmiałym, bo to nie najlepsza sztuka Wyspiańskiego. Jacek Popiel zdawał sobie z tego sprawę, bo do scenariusza włączył inne teksty Wyspiańskiego. Nie pomogło to całej opowieści. Powstał spektakl jałowy, niespójny i zawieszony w próżni.

Niespójność nie jest zresztą żadnym odkryciem. Wkładkę obsadową uzupełniono dość kuriozalną informacją, że kształt artystyczny spektaklu „jest wynikiem różnych stanowisk estetycznych i interpretacyjnych reżysera Bartosza Zaczykiewicza oraz dyrektora Andrzeja Seweryna". Nie wiem, jaka była pierwotna koncepcja Zaczykiewicza, ale po interwencji dyrektorskiej mamy dość nieporadną kompilację teatru rapsodycznego i inscenizatorskiego.

Szanuję Piotra Cyrwusa i widziałem go w świetnych rolach w filmie i teatrze, nie upierałbym się jednak, by właśnie on grał tytułową rolę. Jeśli zamierzeniem było pokazanie Bolesława jako postaci plebejskiej, groteskowej, to w roli biskupa Stanisława należało obsadzić np. czującego groteskę Jarosława Gajewskiego.

Tu zaś mamy z jednej strony mrocznego, prostackiego, ulegającego chuciom króla, a z drugiej chodzącą świętość. Biskup Krystiana Modzelewskiego stał się bohaterem wyjątkowo papierowym. W przeciwieństwie do niemal wszystkich postaci na scenie unurzanych w błocie jest osobą jak z żurnala w nienagannej fryzurze i nieskazitelnie czystej i wyprasowanej sutannie. A jak zgodnie twierdzą historycy, był postacią zdecydowanie pełnokrwistą. Gall Anonim w swej kronice nazywa go nawet Traditor episcopus, czyli zdrajca.

Reklama
Reklama

W premierze w Polskim nie udało się stworzyć mitu wielkości króla ani mitu cierpienia biskupa. Kluczem do niej wydaje się narracja, którą na początku i końcu wygłasza na pustej scenie Andrzej Seweryn. Pojawia się tam magiczne słowo „konieczność". Spektakl zrobiony został z jubileuszowej „konieczności".  I niczego więcej.

Jan Bończa-Szabłowski

Teatr
Styczniowe premiery Teatru TV bez wyróżnień
Teatr
Piotr Domalewski po „Ministrantach” wraca do teatru dyskutować o polskich bohaterach
Teatr
Anna Dymna wróciła do Teatru TV. TVP VOD ma „Norymbergę" z Crowem na wyłączność
Teatr
„Europa” Warlikowskiego: a nie mówiłem, że jesteśmy mordercami i kanibalami?
Teatr
„Europa” Krzysztofa Warlikowskiego. Cielecka, Chyra, Ostaszewska o krwawych tajemnicach Europy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama