Reklama

Rodzinne potyczki w Teatrze Tv

Rozmowa z Juliuszem Machulskim. Reżyser opowiada Małgorzacie Piwowar o poniedziałkowej premierze swojej sztuki na telewizyjnej scenie.

Aktualizacja: 06.09.2015 18:22 Publikacja: 06.09.2015 18:02

Miał pan do czynienia z rybką canero?

- Nie, ale nie wszystko o czym się pisze trzeba przeżyć na własnej skórze, bo nieraz skutki mogłyby być opłakane – szczególnie gdyby kierować się tym w przypadku filmów wojennych albo kryminalnych. A w końcu „Rybka canero" to kryminał, tyle że rodzinny.

To jak pan znalazł rybkę canero?

- Wyczytałem w Internecie, że jest takie stworzenie. I że jest gorsze od piranii. Mała przezroczysta rybka żyjąca w Amazonii, która potrafi wejść przez różne otwory ludzkiego ciała i zahaczyć się tak, że jest usuwalna tylko operacyjnie. To może być bardzo nieprzyjemna sprawa. Trochę jak z rzepem czepiającym się psiego ogona. Ale rzep jest łatwiej odczepić. A z rybką canero to już przygoda na całe życie. Czasem zdarzają się osoby, od których chcielibyśmy się odczepić i się nie daje. I o tym jest sztuka. O rodzinie.

Czy to znaczy, że polska rodzina jest herbu canero?

Reklama
Reklama

- Dlaczego polska? To uniwersalna historyjka. Rodzina generalnie jest rybką canero. Co nie znaczy, że każda. Chciałem napisać zabawną rzecz o trudnej rodzinie, taką komedię arodzinną. O obronie swojego terytorium, kiedy bliscy za wiele go zabierają. Pokazać sytuację bliższą rzeczywistości niż ta z seriali i telenowel. Miałem dosyć słodkich wizerunków udanej rodziny, w której jedynym problemem jest konflikt dobrego z jeszcze lepszym. Żeby synek zamiast czwórki miał piątkę w szkole, a córka przestała malować paznokcie. W życiu jest jednak inaczej.

Rodzina, o której pan pisze tkwi mocno w polskich kontekstach – obyczajowych i politycznych. No i pana bohaterowie są okropnie powykrzywiani. Wyżył się pan na wszystkich.

- A ja myślę, że to jest optymistyczna sztuka, jak się na nią spojrzy z odpowiedniej perspektywy. Jeżeli zaś to, co napisałem okaże się obrazoburcze – tym lepiej. I tak wiemy, że takie postaci istnieją.

Którego z bohaterów darzy pan największą sympatią?

- Ignacego, głównego bohatera, który ma dosyć rodziny i postanawia coś z tym zrobić. Nie dziwię mu się. Jeżeli ktoś ma dużą potrzebę wolności i nieustająco bombardujące go problemy bliskich - nie ma czasu na własne życie. I wtedy wyjściem jest wziąć sprawy w swoje ręce.

Bawi się pan pisaniem?

Reklama
Reklama

- Wygoda polega na tym, że jestem autorem i reżyserem, czyli zmian – skreśleń i dopisków – mogę dokonywać jeszcze i na planie.

Dlaczego kazał pan mówić bohaterom tak bardzo kolokwialnym językiem?

- Mam predylekcję do dialogów filmowych. Być może przechodzi ten język z Internetu, sms-ów, skrótowości komunikowania się. W mojej opowieści jest wielu młodych ludzi, a oni w sposób oczywisty takim językiem się posługują. Natomiast starsi przez używanie slangowego języka starają się odmłodzić. A że slang jest wszechobecny, to znak czasu. Dziennikarze też się nim posługują. Nawet ci z programów informacyjnych nie mówią, że ktoś „przegrał" tylko, że „poległ", na przykład.

Czy stwierdzenie, że jest pan specjalistą od komedii rodzinnych poczytuje pan sobie za komplement?

- Nie czuję się takim autorem. Piszę o tym, na czym najlepiej się znam. Miałbym pisać o środowisku filmowym? Wielopokoleniowa rodzina to niewyczerpane źródło inspiracji, bo temat nas wszystkich dotyczy. Mamy setki doświadczeń, obserwacji i opowieści innych. A ja do tego mam dobrą pamięć do dziwnych sytuacji życiowych. Jak sobie je pozbieram i czasem z nich coś ułożę, to wychodzi, mam nadzieję, coś bardziej uniwersalnego niż tylko mała historyjka.

Będzie kolejna komedia rodzinna?

Reklama
Reklama

- Jeżeli telewizja zaproponuje mi jej napisanie – to tak. Poprzednie dwie, czyli „Next-ex" i „Matkę brata mojego syna" pisałem na scenę Teatru Powszechnego w Łodzi. Dopiero później zostały zrealizowane w Teatrze Telewizji." Z "Branczem" było odwrotnie. Napisałem go na zamówienie teatru w Łodzi, ale najpierw zrealizowałem w Teatrze Telewizji.

Myślał pan, żeby spotkać bohaterów tych komedii w kolejnej?

- Początkowo nad tym się zastanawiałem rozważając scenariusz filmu fabularnego. Doszedłem jednak do wniosku, że byłoby to o wiele za dużo jak na jedną opowieść. (...).

Pańska komedia otwiera nowy sezon Teatru Telewizji. Będzie lepszy?

- Mam taką nadzieję po deklaracjach złożonych przez nowego prezesa Janusza Daszczyńskiego w czasie spotkania otwierającego sezon. Jestem zbudowany, bo to człowiek telewizji, praktyk, który zna ją od wielu lat, od środka. Pracował w niej jako kamerzysta kiedy telewizja była jeszcze czarno-biała. To znaczy, że nikt go nie nabierze, wie, co jest ważne. A Teatr Telewizji to najlepsze, co w tej firmie przetrwało i on to bardzo dobrze rozumie.

Teatr
Teatr TV: Zamachowski jako Górski i Chyra jako Wilimowski. Kto wygrał ten mecz?
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Teatr
„Albo jesteś pod Putinem, albo z nim walczysz”. Rosyjski reżyser Iwan Wyrypajew dla „Rzeczpospolitej”
Teatr
Spektakl na czwartą rocznicę agresji Rosji na Ukrainę
Teatr
Komisja programu Teatr Ministerstwa Kultury poszła drogą wykluczeń. Niszowi eksperci sabotują festiwale
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama