Syn oficera rosyjskiej armii Siergiej Pawłowicz Diagilew od dziecka wyróżniał się nienagannymi manierami. Wychowywany przez ciotki (matka zmarła przy porodzie), mówił też płynnie po francusku i niemiecku, uwielbiał muzykę. Jednym słowem – był idealnym kandydatem na bywalca arystokratycznych salonów.

Gdy jednak w 1890 r. przyjechał na studia do Petersburga z odległego Permu, zorientował się, że on, potomek drobnej szlachty (dziadek dorobił się na produkcji wódki), jest nikim. A jedyną szansą, by zaistnieć w wielkim świecie, jest dla niego sztuka.

Wprawdzie jako artysta nie zrobił kariery, ale miejsce w historii zapewnił sobie jako niezwykły impresario i menedżer – pierwszy o tak wielkich dokonaniach w dziejach sztuki. Odkrył przed światem zachodnim kulturę rosyjską – muzykę, operę, balet. Potrafił ryzykować, na żadne z przedsięwzięć nie żałował pieniędzy, z reguły cudzych, ale sam czasami znajdował się na finansowym dnie.

Miał niesamowitą intuicję, odkrywał talenty, potrafił artystów łączyć w twórcze pary dające wspaniałe rezultaty. W jego Baletach Rosyjskich rozkwitły największe indywidualności taneczne XX wieku: Niżyński, Balanchine, Lifar. Dla Diagilewa pracowali Strawiński, Debussy i Prokofiew, ale także Picasso, Miró czy Ernst.

Wszyscy oni pojawiają się w liczącej ponad 700 stron książce nie tylko jako współtwórcy spektakli organizowanych przez Diagilewa. Ta biografia jest jak wielowątkowa powieść. Imponuje mnóstwem faktograficznych szczegółów, ale i portretuje żywych ludzi na tle burzliwej epoki.

Na pierwszym tle jest oczywiście Diagilew – ekscentryk i skandalista, lubiący luksus, ale też świetnie znający się na sztuce i niesłychanie despotyczny. Wymagał uległości nie tylko od tancerzy, ale i od kolejnych kochanków.

Autor opisuje również życie artystyczne Europy w pierwszych dekadach XX wieku, a dla sztuki był to czas niezwykle bujny i barwny. I wreszcie daje obraz przemian społecznych, historycznych i obyczajowych. Z werandy wiejskiego domu w posiadłościach krewnych Diagilewa, gdzie latem pijano herbatę, marząc o odległym Petersburgu, przechodzimy więc do okopów I wojny, a potem do szalonych lat 20. w Paryżu i Monte Carlo.

Z wieloma bohaterami swej książki Richard Buckle zdołał osobiście porozmawiać. Na polskie wydanie biografii musieliśmy bowiem czekać ponad 30 lat i trudno zrozumieć dlaczego. Jest dla nas tym bardziej cenna, że przypomina również tak zapomnianych u nas artystów jak Tadeusz Sławiński, Stanisław Idzikowski czy Leon Wójcikowski.