- Musimy pamiętać, że jest zagrożenie w postaci nowych mutacji - oświadczył szef resortu zdrowia na konferencji prasowej, na której zapowiedział stopniowe przywracanie normalności w systemie opieki zdrowotnej, w tym wycofanie rekomendacji dotyczącej ograniczenia wykonywania zabiegów planowych.

Koronawirus w Polsce - najnowsze dane:
Pierwszy od trzech tygodni wzrost liczby zajętych respiratorów
Najmniej nowych zakażeń od siedmiu miesięcy

- To z największym prawdopodobieństwem nowe mutacje mogą przyczynić się do powstania kolejnej fali - powiedział Adam Niedzielski zastrzegając, że ma na myśli te warianty, które "nie znajdują się w zakresie ochronnym szczepień".

- Ze świata napływają do nas informacje dotyczące mutacji południowoafrykańskiej, indyjskiej. Widzimy, że jednym z głównym wyzwań, które powinny być podejmowane w ramach walki z pandemią to nie jest w tej chwili budowa systemu łóżek, zwiększanie ich liczby, bo mamy spadek zachorowań, tylko zbudowanie skutecznego mechanizmu śledzenia, badania z jakimi mutacjami mamy do czynienia - mówił.

Niedzielski dodał, że zespół zajmujący się "monitorowaniem prac w zakresie sekwencjonowania genomu, czyli badania tego, z jaką mutacją wirusa mamy do czynienia" miał pracowity weekend. Przekazał, że badano materiał z dwóch źródeł.

- Pierwsze źródło to kwestia dyplomaty,który został sprowadzony do Polski z Indii. Okazało się, że w przypadku dwóch osób z rodziny dyplomaty mamy już potwierdzoną informację o tym, że te osoby były zakażone wariantem czy mutacją indyjską. To bardzo ważna informacja, bo to oznacza, że w Polsce pojawia się ta mutacja - powiedział.

Czytaj także:
Niedzielski: Przywracamy wykonywanie zabiegów planowych

- Niestety, nie jest to jedyny przypadek mutacji indyjskiej w Polsce. Okazuje się, że mamy kolejne dwa ogniska związane z mutacją indyjską - jedno w okolicach Warszawy, a drugie w Katowicach - oświadczył.

Adam Niedzielski powiedział, że w sumie w Polsce u 16 osób potwierdzono dotąd zakażenie wariantem indyjskim koronawirusa.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Zgłoś swój projekt w konkursie dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

- Musimy szybko wyciągnąć wnioski z tej sytuacji. Oba ogniska (pod Warszawą i w Katowicach) powstały przy stosowaniu procedur przekraczania granicy, które obowiązują w tej chwili, które wymagają albo pójścia na kwarantannę, albo wykonania w ciągu 48 godzin testu, który przy wyniku negatywnym zwalnia z kwarantanny - mówił.

- Osoba, która podróżowała z Indii, miała wykonany test w ciągu 48 godzin po przyjeździe i ten test dał niestety wynik negatywny - zaznaczył.

Czytaj także:
Będzie obowiązek szczepień na COVID-19? Dworczyk: Nie słyszałem dyskusji

- Dlatego będziemy chcieli zmienić procedury przekraczania granicy w przypadkach krajów, gdzie najczęściej występują te mutacje, które stanowią potencjalnie największe zagrożenie. Dlatego w przypadku Brazylii, Indii i RPA wszystkie osoby, które będą przyjeżdżały z tych trzech kierunków będą automatycznie poddawane kwarantannie bez braku możliwości zwolnienia testem wykonanym w ciągu 48 godzin po przyjeździe. Dopiero po 7 dniach te osoby będą mogły wykonać test po to, żeby ewentualnie być z kwarantanny zwolnionym - ogłosił.

- Jeżeli chodzi o kwestię zaostrzenia (zasad - red.) z tych trzech kierunków, to tutaj wzorujemy się na rozwiązaniach amerykańskich. W przypadku tych trzech krajów nawet szczepienie nie będzie zwalniało z konieczności odbycia kwarantanny - mówił.

Minister Niedzielski przekonywał, że obecnie "głównym źródłem potencjalnego ryzyka wygenerowania nowej fali są mutacje, które stanowią zagrożenie".