Zdrojewski dał wyraźnie do zrozumienia, że z Niemcami można się dogadać nawet w sprawie projektu upamiętnienia przymusowych wysiedleń w Berlinie. „Wszystko zależy od tego, jaki przybierze kształt, kto będzie w nim uczestniczył i w jakim kontekście zostanie umieszczone” – mówił. Chce, by w projekcie uczestniczyli historycy i z Polski, i z Niemiec, a „Szkoda, że obecnie kształtują go wyłącznie niemieccy politycy”.
Minister zaznaczył, że rozwiązanie proponowane przez Erikę Steinbach jest dla polskiego rządu nie do zaakceptowania, bo ma bardziej charakter polityczny niż historyczny.
Zdaniem Pawła Kowala (PiS) wypowiedź Zdrojewskiego świadczy o tym, że PO chce w tej kwestii kontynuować dotychczasową politykę: – To dobrze. Dialog nie polega na tym, by się za wszelką cenę porozumieć, ale by się zrozumieć.
Również Marek Borowski (LiD) akcentuje potrzebę dialogu polsko-niemieckiego. – Szczerej rozmowy w naszych stosunkach w ostatnim okresie brakowało – mówi.
Podobnego zdania są niemieccy politycy.
– Gdybyśmy przez ostatnie dwa lata rozmawiali na ten temat, byłaby ogromna szansa, aby to centrum powstało we Wrocławiu, a nie w Berlinie – powiedział „Rz” nieoficjalnie jeden z niemieckich dyplomatów.
Czy jest więc możliwość, że centrum powstanie we Wrocławiu? Zdrojewski unikał jednoznacznej odpowiedzi.
Za kilka lat we Wrocławiu zacznie działać natomiast Muzeum Ziem Zachodnich dokumentujące m.in. przesiedlenia Polaków. Tworzy go Ośrodek „Pamięć i Przyszłość”.
Jego szef Marek Mutor z PiS nie komentuje wypowiedzi Zdrojewskiego. – Wypędzenia polskie, ale i niemieckie, to tylko fragment historii tych ziem i z pewnością nie dominujący – zaznacza.
p. jen, js, jak, lor