W Bundestagu rozpoczęły się pierwsze dyskusje, jak umożliwić funkcjonowanie parlamentu w kryzysowej sytuacji wywołanej zarazą taką jak obecnie. Zachorowało już czterech deputowanych, co jest liczbą niewielką, biorąc pod uwagę, że izba liczy 709 posłów. Zainfekowanych może być jednak wkrótce znacznie więcej, co rodzi pytanie dotyczące trybu przeprowadzania głosowań.

Jedna z propozycji zakłada, że proporcjonalnie do liczby zakażonych koronawirusem w jednym ugrupowaniu zmniejszona zostanie liczba uprawnionych do głosowania z pozostałych frakcji. Nie jest jasne, kiedy i w jakim trybie miałyby zostać wprowadzone zmiany. Ich przyjęcie nie daje jednak ostatecznej gwarancji sprawnego działania Bundestagu.

Specjalne ciało

Przewodniczący Bundestagu Wolfgang Schäuble rozpoczął właśnie konsultacje na temat możliwości zmiany konstytucji w taki sposób, aby w nadzwyczajnych sytuacjach, jak obecna epidemia, możliwe było zapewnienie funkcjonowania parlamentu tak jak w czasie zagrożenia wojennego.

Ten ostatni przypadek jest opisany w konstytucji. W takiej sytuacji tworzy się nowe ciało o nazwie Wspólna Komisja, złożone w dwóch trzecich z posłów Bundestagu i w jednej trzeciej z reprezentantów każdego z 16 landów. Reprezentacja Bundestagu musi odzwierciedlać układ sił politycznych w izbie niższej.

Liczące w sumie 48 członków ciało przejmuje na czas wyjątkowy funkcje parlamentu. Jak informuje agencja DPA, rozważania Schäublego zostały potraktowane przez frakcje polityczne jako przedwczesne. Panuje jednak zgoda, że po obecnym kryzysie przyjdzie czas na poważną dyskusję nie tylko na temat w gruncie rzeczy dalekich i fundamentalnych zmian w konstytucji.

Krytykowana decentralizacja

– Chyba nadszedł czas, aby zastanowić się nad dostosowaniem systemu federalnego do sytuacji nadzwyczajnych jak obecna epidemia. W wielu kręgach wzrasta przekonanie, że obecny stopień decentralizacji jest zbyt wysoki i należy to zmienić poprzez wzmocnienie władz federalnych – tłumaczy „Rzeczpospolitej” prof. Thomas Poguntke z uniwersytetu Heinricha Heinego w Düsseldorfie.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Przeczytaj także: Władza albo zdrowy rozsądek. Kreml przełoży referendum?

Jego zdaniem takie zmiany wydają się nieuniknione, choć niemal niewykonalne po siedmiu dekadach działania systemu federalnego.

Jak system funkcjonuje, w warunkach obecnej katastrofy uwidaczniają działania Angeli Merkel, szefowej rządu federalnego. W wystąpieniu wygłoszonym w poniedziałek wieczorem zapowiedziała wprowadzenie restrykcji w związku z koronawirusem.

Dowiedz się więcej: Epidemia na Ukrainie. Kijów otwiera drugi front

Brzmiało to jak odczytanie znanej już instrukcji obsługi – w ten sposób skomentowała jej słowa część niemieckich mediów. Rzecz w tym, że ogłoszone środki nie tylko musiały zostać wcześniej uzgodnione z władzami landów, ale też zostały już w większości wprowadzone w życie.

To właśnie landy, a także lokalne samorządy mają w Niemczech decydujący głos w podejmowaniu decyzji dotyczących funkcjonowania instytucji publicznych, sklepów, szkół czy restauracji, nie mówiąc już o większości szpitali. Dochodziło więc do sytuacji, że zostały zamknięte szkoły w Berlinie, ale nie w sąsiedniej Brandenburgii, gdzie uczy się wiele dzieci z Berlina. Takie rzeczy zdarzały się w ramach jednego landu.

W tej sytuacji kanclerz Merkel pozostało jedynie przedstawienie listy obowiązujących już zakazów i ograniczeń, począwszy od zamknięcia fitness klubów po kościoły wszystkich wyznań. – Zrobimy wszystko, co jest konieczne – zapewniała, zdając sobie sprawę, iż mieszkańcy Hamburga czy Monachium obserwują przede wszystkim to, jakie działania podejmują na miejscu rządy landowe.

Bojownik z Bawarii

Tak było zwłaszcza w Bawarii, gdzie mimo epidemii odbyła się w niedzielę pierwsza runda wyborów komunalnych. – Premier Markus Söder zaprezentował się w tych dniach jako prawdziwy bojownik w walce z kryzysem, i to z sukcesem – ocenił wystąpienia szefa bawarskiego rządu „Der Spiegel”.

Jak dyktatorzy walczą z epidemią? Łukaszenka: Traktor wyleczy każdego! 

Na polu zwalczania epidemii wykazał się większą aktywnością niż kanclerz Merkel, co sprawiało wrażenie, jakby szykował się do roli kandydata na jej następcę. Söder, szef bawarskiej CSU, walczył o powstrzymanie marszu lewicowych Zielonych. Dwa lata temu w wyborach do landtagu stali się oni drugą siłą polityczną w landzie rządzonym od dekad przez konserwatywną CSU. Zieloni wypadli tym razem gorzej, niż się niedawno spodziewano.

– W czasach kryzysu wyborcy zawierzyli starym władzom w nadziei, że poradzą sobie w sytuacjach krytycznych – brzmiał komentarz publicznej telewizji landu, czyli Wolnego Państwa Bawarii.