Reklama
Rozwiń
Reklama

Zachód uzna wybory?

W nowym parlamencie mogą się znaleźć opozycjoniści. Pytanie tylko, czy zostaną demokratycznie wybrani, czy wyznaczeni przez Łukaszenkę

Publikacja: 29.09.2008 03:54

O 110 miejsc w Izbie Reprezentantów ubiegało się 279 kandydatów. Tylko około 70 z nich to przedstawiciele opozycji (głównie Zjednoczonych Sił Demokratycznych), reszta – reprezentanci władzy. W niektórych okręgach wyborczych, zwłaszcza w Mińsku, było po kilku kandydatów. Istniały jednak takie okręgi, w których odbywały się wybory „bezalternatywne”, czyli tylko z jednym kandydatem.

– Bardzo trudno będzie któremukolwiek z zachodnich obserwatorów nie uznać tych wyborów. Ja już kilkakrotnie mówiłem, że wybory przeprowadzamy dla siebie, dla swojego państwa, dla swojego narodu. O wszystkim decydują ludzie – mówił wczoraj prezydent Aleksander Łukaszenko.

I przekonywał, że na Białorusi potrzebna jest opozycja. Tyle że nie taka jak obecnie. – Polityczne życie opozycji, zwłaszcza jej kierownictwa, które uważa się za wielkich demokratów, długo nie potrwa. Zostało mu być może kilka miesięcy, góra kilka lat. Niedługo zniknie z naszej pamięci – przekonywał. Według Łukaszenki stanie się tak dlatego, że liderzy opozycji dbają wyłącznie o siebie.

Według komisji wyborczej frekwencja przekroczyła 75 procent. Opozycja wątpi

Z nieoficjalnych informacji ujawnionych wieczorem przez opozycję wynikało, że żaden z niezależnych kandydatów nie dostał się do parlamentu. Do końca nie tracono jednak nadziei, że reżim pójdzie na ustępstwo i kilku lub kilkunastu opozycjonistów otrzyma mandaty.

Reklama
Reklama

Przywódca ruchu O Wolność i były kandydat na prezydenta Aleksander Milinkiewicz mówił „Rz”, że jeśli ktokolwiek z opozycji zostanie deputowanym, będzie to krok naprzód. – Ludzie ci uzyskają inny status, będą mogli kontrolować poczynania administracji, organizować legalne spotkania. A więc robić to wszystko, czego my nie możemy – powiedział.

Inny były opozycyjny kandydat na prezydenta, do niedawna najsłynniejszy na Białorusi więzień polityczny, Aleksander Kazulin był innego zdania. – Przejdzie kilku rzekomych przedstawicieli opozycji. Zostanie to pokazane UE jako wielki sukces. Ale będą to ludzie, którzy odpowiadają władzy – przekonywał.

Większość opozycji, częściowo pod naciskiem UE, nie zdecydowała się na bojkot wyborów i nie wycofała swoich kandydatów. Ale opozycyjny portal Karta ’97 do końca pisał o „wyborach” wyłącznie w cudzysłowie, nawoływał do bojkotu głosowania, a Izbę Reprezentantów (po rosyjsku izba to pałata) nazywał pogardliwie „pałatką“, czyli izdebką albo wręcz namiotem.

Opozycja przekonywała w niedzielę, że dowodem na fałszerstwa wyborów jest duża liczba uczestniczących w tak zwanym głosowaniu przedterminowym. – Praktyka ta służy wsparciu kandydatów władzy – mówił lider opozycyjnych komunistów Siergiej Kaliakin.

Wieczorem w centrum Mińska rozpoczął się opozycyjny wiec w proteście przeciw fałszowaniu wyborów. Zebrało się na nim zaledwie kilkuset ludzi. – Niech żyje Białoruś!, Dyktator musi odejść – skandował tłum. Kilku obecnych przedstawicieli partii opozycyjnych wezwało do nieuznania wyborów. Pojawiły się pogłoski, że kilka osób zostało aresztowanych.

Piotr Kościński z Mińska

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1451
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1450
Świat
„Rzecz w tym”: Bad Bunny, MAGA i kryzys Zachodu – pokolenie 30–40-latków buduje własny mit Ameryki
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1449
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama