Reklama

Netanjahu bojkotuje szczyt

W obawie przed nagonką na Izrael premier zrezygnował z wyjazdu do USA

Aktualizacja: 10.04.2010 12:21 Publikacja: 09.04.2010 20:40

premier Izraela Benjamin Netanjahu

premier Izraela Benjamin Netanjahu

Foto: AFP

Szef izraelskiego rządu miał wziąć udział w rozpoczynającym się w poniedziałek szczycie ponad 40 przywódców państw świata poświęconym walce z nuklearnym terroryzmem. Beniamin Netanjahu oddał jednak zaproszenie swojemu zastępcy, bo obawiał się ponoć, że takie kraje muzułmańskie jak Turcja czy Egipt będą chciały wykorzystać spotkanie w Waszyngtonie do zorganizowania nagonki na Izrael. Kraj ten od lat dysponuje bowiem bronią jądrową, choć nigdy oficjalnie się do tego nie przyznał.

[srodtytul]Obama naciska[/srodtytul]

Decyzja izraelskiego premiera o rezygnacji z udziału w szczycie – który jest oczkiem w głowie prezydenta Baracka Obamy – może pogłębić napięcia między USA a prawicowym rządem Netanjahu. Relacje między sojusznikami mocno się ostatnio pogorszyły. Mimo nacisków Białego Domu w sprawie wznowienia procesu pokojowego Izrael ośmieszył wiceprezydenta USA Josepha Bidena, ogłaszając podczas jego wizyty plan rozbudowy żydowskich osiedli we wschodniej Jerozolimie. Waszyngton kilkakrotnie bardzo ostro skrytykował za to izraelskie władze, a ostatnie tete-a-tete Obamy z Netanjahu było dla tego ostatniego wyjątkowo nieprzyjemne.

– Jeśli władze Izraela nie zrobią postępów w bliskowschodnim procesie pokojowym, to z pewnością będą pod presją USA także w sprawie programu atomowego i ratyfikowania traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT) – mówi „Rz” Yossi Mekelber z londyńskiego Chatham House.

[srodtytul]Inni też chcą bombę[/srodtytul]

Reklama
Reklama

Prezydent Obama zapowiedział w czwartek w Pradze, że kraje, które nie ratyfikowały traktatu, będą skazane na ostracyzm. Izrael, który jest jedynym na Bliskim Wschodzie mocarstwem atomowym, nie chce jednak podpisać NPT, ponieważ po przyjęciu traktatu jego arsenał jądrowy byłby stale monitorowany. Istnienie tajnego programu atomowego i reaktora atomowego w Dimonie ujawniono w latach 80. Amerykańscy eksperci szacują, że Izrael ma co najmniej 200 głowic nuklearnych.

Kraje Bliskiego Wschodu przekonują, że dopóki Izrael będzie posiadał broń atomową, inne państwa w regionie, a zwłaszcza Iran, też będą chciały ją mieć. Chęć wznowienia programu atomowego ogłosił niedawno Egipt, który w latach 70. próbował wyprodukować bombę. – Kraje regionu chcą się zbroić nie w obawie przez Izraelem, lecz przed Iranem. A Iran, który pierwotnie budował bombę przeciwko Irakowi, teraz jako pretekst wykorzystuje izraelski program atomowy – mówi „Rz” Micah Zenko z amerykańskiego Council on Foreign Relations. Jego zdaniem Izrael, który od początku istnienia stoczył cztery wojny z sąsiadami, będzie mógł myśleć o pozbyciu się broni atomowej, dopiero kiedy będzie miał zapewnione bezpieczeństwo.

Prezydent USA rok temu ogłosił w Pradze wizję świata bez broni atomowej. Postanowił dać przykład innym, podpisując z Rosją nowy traktat o redukcji broni strategicznej. Zmienił też doktrynę nuklearną USA, wykluczając atak prewencyjny na kraje, które przestrzegają NPT. Do tej pory pod traktatem podpisało się 189 krajów. Nie ma wśród nich oprócz Izraela także Pakistanu i Indii. Z traktatu wycofała się Korea Północna, a Iran – podejrzewany o próbę wyprodukowania bomby atomowej – co prawda go podpisał, ale notorycznie łamie jego założenia.

Szczyt, na który prezydent USA zaprosił 47 przywódców, ma być poświęcony zapobieganiu temu, by materiały jądrowe trafiały w ręce ekstremistów. Z kolei już w maju szczyt poświęcony nierozprzestrzenianiu broni jądrowej ma się odbyć w siedzibie ONZ w Nowym Jorku.

[ramka][b]prof. Gerald Steinberg - izraelski politolog[/b]

Netanjahu nie jedzie na szczyt, bo nie chce, aby program atomowy jego kraju znalazł się w centrum uwagi. Izrael prowadzi politykę dwuznaczności, tzn. nie potwierdza i nie zaprzecza, że ma broń atomową. Dyskretna polityka odstraszania świetnie spełnia swoje zadanie. Zapobiegła wielu konfliktom. Zniechęciła Saddama Husajna do użycia broni chemicznej w 1991 roku. Większość polityków w Europie i USA doskonale wie, że dopóki Teheran rozwija program atomowy i razem z Hamasem i Hezbollahem apeluje o wymazanie Izraela z mapy świata, kraj ten będzie potrzebował takiej broni. A państwa sunnickie jak Egipt czy Syria są po prostu zaniepokojone wizją bomby w rękach szyickiego Iranu.

Reklama
Reklama

[i]—not. lor[/i]

[b] Morgan Banai - Center for American Progress[/b]

Niektóre kraje muzułmańskie – jak Turcja czy Egipt – już wcześniej jednoznacznie dawały do zrozumienia, że chcą poruszyć na forum międzynarodowym kwestię rzekomego izraelskiego programu nuklearnego i sprawić, by Bliski Wschód był wolny od broni atomowej. Nie wiem, na jakiej podstawie premier Netanjahu podjął decyzję o rezygnacji z udziału w waszyngtońskim szczycie. Izraelski rząd długo się jednak nad tą decyzją zastanawiał i wydaje się, że podjął ją rzeczywiście w ostatniej chwili. Nie sądzę, by nieobecność Netanjahu spowodowała pogorszenie stosunków z USA. Izrael i tak będzie przecież reprezentowany na tym szczycie. [i]—jap[/i][/ramka]

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1454
Świat
Tym otruto Aleksieja Nawalnego. Czym jest toksyna żaby drzewołazowatej?
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1453
Świat
Islam w Europie, brutalna diagnoza. Europejski laicyzm przegrywa?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama