Dwa tygodnie temu, podczas pierwszej tury wyborów parlamentarnych, Fidesz zdobył prawie 53 procent głosów. Socjaliści, którzy rządzili krajem przez ostatnie osiem lat – zaledwie 19. Miejsce w parlamencie zagwarantował sobie również Jobbik – partia skrajnie nacjonalistyczna znana głównie z bardzo ostrych wystąpień przeciwko Cyganom. Głosowało na nią niemal 17 procent Węgrów.
W niedzielę, podczas drugiej tury, do urn pójdą wyborcy jedynie 57 okręgów, w których poprzednia tura nie wyłoniła zdecydowanego zwycięzcy. Do rozdania pozostało 121 miejsc w 386-osobowym parlamencie.
Czy to wystarczy, by Fidesz zdobył absolutną większość?
– To niemal pewne. Dziś partia Orbana ma zagwarantowane 206 miejsc. Do dwóch trzecich potrzeba 258. Brakuje więc 52. Tymczasem Fidesz prowadzi w 56 okręgach, które będą głosować w niedzielę – tłumaczy „Rz” politolog Mark Szabo z Perspective Institute w Budapeszcie.
Jeśli tak się stanie, Fidesz będzie w stanie nie tylko przeforsować każdą ustawę, lecz także zmienić konstytucję, a nawet – gdyby uznał za stosowne – godło i flagę Węgier.