„Skontaktuj się z Białym Domem. Prezydent Barack Obama chce stworzyć najbardziej otwartą i dostępną dla każdego administrację w amerykańskiej historii” – zachęca strona prezydenta. Jednak, by do niego napisać, najpierw trzeba wypełnić kilka rubryk w internetowym formularzu. Wśród nich podać kraj pochodzenia.
I tu dla mieszkańców Serbii, Bośni i Hercegowiny, a także Czarnogóry i Kosowa zaczynają się schody – na długiej liście krajów świata ich państwa nie figurują. Nie ma również byłej Jugosławii. „E-maile do prezydenta USA można pisać z całego świata, również z Chorwacji, Albanii, Macedonii i Słowenii, ale nie z komputerów serbskich” – napisał, informując o sprawie bałkański portal Balkaninsight.
Zareagowało serbskie MSZ. – Kanałami dyplomatycznymi będziemy prosić o wyjaśnienie tej sytuacji – powiedział rzecznik resortu. Amerykańska Ambasada w Belgradzie co prawda zawiadomiła Waszyngton o omyłce, ale zaznaczyła, że nie ma żadnego wpływu na to, co znajduje się na prezydenckiej stronie.
Być może jest to zwykłe niedopatrzenie, gdyż wszyscy wiedzą, że USA bardzo popierały niepodległość Kosowa i stały na straży albańskich interesów. Na linii Belgrad – Waszyngton nić wzajemnej sympatii jest znacznie słabsza. Po zbombardowaniu Serbii przez wojska NATO w 1999 roku Amerykanie do dziś są tu najbardziej znienawidzonym narodem.
We wtorek na liście wciąż brakowało państw bałkańskich. Ale, jak sprawdziliśmy, nie tylko ich. Nie ma na przykład Korei Południowej czy Timoru Wschodniego, który ogłosił niepodległość przed Kosowem, ale też takich krajów, jak Afganistan, Irak, Iran czy Korea Północna.