Prezydent Francji Nicolas Sarkozy i premier Wielkiej Brytanii David Cameron podpisali w Londynie dwa traktaty o współpracy w dziedzinie obronności. Pierwszy przewiduje powołanie wspólnej jednostki francusko-brytyjskiej zdolnej do przeprowadzania operacji międzynarodowych, m.in. pod egidą NATO, UE czy ONZ. Ma ona liczyć 6 tysięcy żołnierzy i rozpocząć ćwiczenia w przyszłym roku.
Drugi zakłada, że Londyn i Paryż będą wspólnie użytkować od 2014 roku przez 50 lat instalacje służące do prób nuklearnych. W tym celu powstanie w Valduc w Burgundii francusko-brytyjskie centrum badań jądrowych, które będzie współpracowało z istniejącym już ośrodkiem w Aldermaston w Wielkiej Brytanii.
Oba kraje będą także od 2020 roku wspólnie użytkować lotniskowce oraz szkolić pilotów. Wszystko to ma pozwolić zredukować wydatki na obronność. – Dziś otwieramy nowy rozdział w długiej historii współpracy militarnej między naszymi krajami – powiedział David Cameron. – Będziemy pracowali ręka w rękę – wtórował mu Nicolas Sarkozy. Obaj podkreślili jednak, że nie oznacza to, że Paryż i Londyn rezygnują z „suwerenności wojskowej“. – Nie będziemy się dzielili tajemnicami nuklearnymi – zapewnił brytyjski premier. I dodał: – Francja i Wielka Brytania pozostaną zdolne do rozmieszczenia swych sił niezależnie od siebie.
Porozumienia wywołały duży entuzjazm nad Sekwaną. Dziennik „Le Figaro” uważa, że projekt można uznać za „postęp idei europejskich sił obronnych”, którą Paryż forsuje od lat. „Zawarcie porozumienia ws. broni jądrowej świadczy o poziomie zaufania między obu państwami, który nigdy nie był tak wysoki” – pisze gazeta.
Eksperci są ostrożni. – Powodem współpracy Paryża i Londynu jest nie tyle wizja przyszłej europejskiej armii, ile czysty pragmatyzm, czyli dokonanie oszczędności w dobie kryzysu – mówi „Rz” generał Jean-Vincent Brisset z Instytut Stosunków Międzynarodowych i Strategicznych w Paryżu.