Reklama

Najgroźniejszy rywal Łukaszenki przed sądem

W Mińsku rozpoczął się proces czołowego opozycjonisty Andreja Sannikaua. Grozi mu do 15 lat więzienia

Publikacja: 28.04.2011 04:32

Aleksander Łukaszenko

Aleksander Łukaszenko

Foto: AFP

Andrej Sannikau to jeden z liderów białoruskiej opozycji, który według niezależnych sondaży w wyborach 19 grudnia 2010 r. mógłby – gdyby nie zarzucane dyktatorowi fałszerstwa wyborcze – zmierzyć się z Aleksandrem Łukaszenką w drugiej turze. Centralna Komisja Wyborcza ogłosiła jednak, że Łukaszenko zdobył blisko 80 proc. głosów.

Sannikau, podobnie jak inni opozycyjni kandydaci na prezydenta, wezwał swoich zwolenników do pokojowego protestu w dniu wyborów na centralnym placu Mińska. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi ruszyło wtedy przed siedzibę białoruskiego rządu, by żądać rozmów z premierem. Tam doszło do incydentu, który opozycja nazwała prowokacją władz, a władza i osobiście Łukaszenko – masowymi zamieszkami oraz próbą obalenia władzy na zlecenie m.in. Niemiec i Polski.

W wyniku rzekomych „masowych zamieszek" ucierpiały szklane drzwi siedziby rządu, co w opinii białoruskich obrońców praw człowieka może być karane najwyżej w trybie administracyjnym. Władze wykorzystały ten incydent do brutalnego rozpędzenia demonstracji, osadzenia w areszcie ponad 600 jej uczestników, w tym siedmiu opozycyjnych kandydatów na prezydenta.

Na ławie oskarżonych obok Sannikaua zasiedli wczoraj czterej młodzi opozycjoniści, których zeznania, zdaniem obserwatorów, miały potwierdzić, że zamieszki 19 grudnia organizował Sannikau. Tylko jeden z nich przyznał się jednak do winy i pokajał. Ale nawet on nie potwierdził sugestii prokuratora o winie Sannikaua. Oświadczył, że nie pamięta, gdzie był i co robił kandydat na prezydenta podczas demonstracji.

Z zeznaniami pozostałych opozycjonistów prokurator miał jeszcze większe problemy. Zaprzeczyli oni złożonym w areszcie obciążającym siebie i Sannikaua oświadczeniom, twierdząc, że podczas przesłuchań wywierano na nich presję psychologiczną i zastraszano.

Reklama
Reklama

Sam Sannikau oświadczył w sądzie, że nie organizował żadnych zamieszek, a pod  gmach rządu poszedł, by żądać rozmów z władzami o kryzysowej sytuacji w kraju. Zeznał, że gdy do akcji ruszyła milicja, poczuł mocny cios w nogę, a potem dostał milicyjną pałką po głowie. W wyniku tego ciosu stracił przytomność. Zamiast do szpitala, gdzie chciała go zawieźć żona Iryna Chalip – znana dziennikarka i wnuczka przedwojennego polskiego jazz- mana Jerzego Belzackiego – trafił do aresztu KGB.

Sannikau w połowie lat 90. był wiceszefem MSZ Białorusi, ale podał się do dymisji na znak protestu przeciw polityce Łukaszenki. – Ma szerokie kontakty w Europie – mówi „Rz" dobrze znający Sannikaua pierwszy prezes Związku Polaków na Białorusi (ZPB) Tadeusz Gawin. Wspomina, że Sannikau jeszcze w 1999 r. zorganizował działaczom ZPB z Białorusi spotkanie z europejskimi politykami w Brukseli. – W 2003 roku zapoznałem go z Janem Nowakiem-Jeziorańskim, gdy nasz rodak jedyny raz w życiu odwiedził Białoruś – opowiada Gawin, dodając, że Nowak-Jeziorański ze wszystkich poznanych wtedy białoruskich polityków najwyżej ocenił właśnie Sannikaua. – Korespondowali ze sobą aż do śmierci Nowaka-Jeziorańskiego – twierdzi Gawin.

Do Najwyższego Sądu Gospodarczego w Mińsku wpłynął wczoraj wniosek o wstrzymanie wydawania dwóch opozycyjnych gazet: „Naszej Niwy" i „Narodnej Woli".

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1457
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1456
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1455
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1454
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama