Korespondencja ?z Brukseli

Kolejny policzek dyplomatyczny dla Moskwy – jej deputowani zostali wykluczeni ze zgromadzenia parlamentarnego Rady Europy w Strasburgu. To instytucja gromadząca wszystkie kraje Europy. Rosję ukarano za aneksję Krymu. Na razie jednak za tymi dyplomatycznymi afrontami nie idą realne kary ze strony Unii Europejskiej, w postaci np. sankcji gospodarczych czy wizowych i finansowych dla oligarchów lub polityków wysokiego szczebla.

Nie będzie trzeciej fali

Komisja Europejska i Europejska Służba Działań Zewnętrznych dostały od unijnych przywódców zadanie przygotowania trzeciej fazy sankcji wobec Rosji. – Prace idą pełną parą – mówi „Rz" Maja Kocijancic, rzeczniczka ESDZ. W najbliższy poniedziałek 14 kwietnia Catherine Ashton, szefowa unijnej dyplomacji, przedstawi kierunki prac ministrom spraw zagranicznych UE, którzy spotkają się w Luksemburgu. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika jednak, że Unia nie ma ochoty na karanie Rosji. Według dyplomatów w Brukseli maksimum jednomyślności w gronie 28 państw członkowskich to sankcje dwa bis, czyli rozszerzenie listy osób objętych zakazem wizowym i zamrożeniem aktywów. A gdyby doszło do jeszcze większej eskalacji, to dyplomaci zastanowią się nad embargiem na dostawy broni do Rosji.

Nie ma natomiast zgody na sankcje gospodarcze.

Numeracja sankcji pokazuje kolejne etapy eskalacji przez Rosję kryzysu ukraińskiego. Numer 1 obejmował zamrożenie relacji dyplomatycznych. Była to reakcja na rosyjskie próby destabilizacji sytuacji na Krymie. Gdy doszło już do faktycznej aneksji Krymu oraz przyłączenia go do Federacji Rosyjskiej, UE przeszła do fazy drugiej, czyli zakazu wizowego i zamrożenia aktywów osób uznanych za bezpośrednio odpowiedzialne za tę sytuację. Sankcje dotknęły jednak tylko urzędników, nie oligarchów. I to średniego szczebla. Trzecią fazą, którą Unia zagroziła i rozpoczęła jej przygotowanie, miałyby być ewentualne sankcje gospodarcze w razie eskalacji sytuacji. W dokumencie końcowym z ostatniego szczytu UE nie określono precyzyjnie, na czym miałaby polegać eskalacja uruchamiająca trzecią fazę sankcji. – Jeśli rosyjskie wojska wejdą do wschodniej Ukrainy, Kreml będzie musiał zmierzyć się z daleko idącymi konsekwencjami dotyczącymi wielu sfer gospodarki – powiedział wtedy David Cameron, premier Wielkiej Brytanii. Jednak inne kraje nie są tym zainteresowane. – Południe nie chce sankcji i nie rozumie karania Rosji. Włochy, które będą rotacyjnie przewodzić UE od 1 lipca, tylko czekają na najmniejszy pozytywny sygnał z Moskwy, żeby wrócić do normalnych relacji – mówi nam unijny dyplomata. Przeciwko sankcjom gospodarczym są też Niemcy oraz niektóre kraje naszego regionu, jak Słowacja czy Węgry. Z naszych informacji wynika też, że gromadzenie rosyjskich wojsk przy granicy z Ukrainą oraz inspirowane przez Moskwę niepokoje we wschodniej części tego kraju, nie są uznawane w Brukseli za wypełnienie definicji eskalacji sytuacji, przy której uruchamiana jest trzecia faza sankcji.

Zawód w Kijowie

Tymczasem sama Ukraina uważa, że Europa musi być bardziej zdecydowana w swoich działaniach wobec Rosji. – Unia powinna dać zielone światło trzeciej fazie sankcji. Jeśli popatrzeć na wydarzenia we wschodniej Ukrainie, staje się jasne, że Rosja nie przestaje eskalować sytuacji i prorosyjskie siły idą na konfrontację. Unii nie wolno się zatrzymać – powiedział Konstantin Jelisiejew, ambasador Ukrainy przy UE, brukselskiej Agence Europe.

Część krajów UE ma też problem z propozycją Polski, Szwecji i Wielkiej Brytanii, popieraną przez kraje bałtyckie i wyszehradzkie, wysłania unijnej misji policyjnej na Ukrainę. Miałaby się ona składać z kilkudziesięciu, a nawet kilkuset osób i pomagać Ukrainie w reformowaniu policji, straży granicznej, urzędów celnych czy żandarmerii. – Niemcy uważają, że to drażnienie Rosji. I że przecież jest już misja obserwacyjna OBWE, na którą Moskwa się zgodziła – mówi dyplomata UE. Polacy argumentują, że Ukraina potrzebuje pomocy, a Unia ma doświadczenie w misjach policyjnych. Obecnie działają one m.in. w Gruzji i Mali.

UE trudno osiągnąć jednomyślność w sprawie Rosji. Znacznie łatwiej natomiast uzyskać poparcie dla pomocy dla Ukrainy. W ubiegłym tygodniu doszło do bezprecedensowego wydarzenia – na Ukrainę pojechało dwóch unijnych komisarzy razem z dziesięcioma dyrektorami generalnymi z Komisji Europejskiej. Taka mobilizacja sił urzędniczych ma służyć szybkiej ocenie potrzeb reformatorskich Ukrainy i przygotowaniom do podpisania części handlowej umowy stowarzyszeniowej z UE. A w ostatnich dniach przewodniczący KE Jose Barroso ogłosił powołanie specjalnej grupy wsparcia dla Ukrainy. Będzie złożona z 30 etatowych pracowników, wzbogacona dodatkowo o ekspertów krajowych pod osobistym nadzorem Stefana Fule, komisarza ds. rozszerzenia i polityki sąsiedztwa. Ma koordynować wysiłki pomocowe wszystkich dyrekcji w KE, a także dwustronne oferty państw członkowskich oraz kontaktować się z państwami trzecimi i międzynarodowymi instytucjami finansowymi.