- Zobaczymy, co się stanie w ciągu kilku najbliższych dni - powiedział Donald Trump.
Informacja o zakażeniu zmieniła przebieg kampanii przed listopadowymi wyborami prezydenckimi. Wyborcy zwrócili uwagę na to, jak administracja Trumpa radzi sobie z pandemią. W sondażach kandydat Republikanów ustępują Joe Bidenowi.
Opublikowany w niedzielę sondaż przeprowadzony przez Reuters/Ipsos daje Bidenowi 10 pkt proc. przewagi nad Trumpem. To najwięcej od dwóch miesięcy.
Zdaniem około 65 proc. ankietowanych Trump nie zakaziłby się koronawirusem, gdyby poważnie podszedł do zagrożenia. W ocenie 55 proc. respondentów Trump nie mówił prawdy o wirusie.
Amerykański prezydent wielokrotnie bagatelizował zagrożenie wynikające z pandemii, choć w USA zmarło ponad 208 tys. osób, a sytuacja mocno wpłynęła na gospodarkę.
W niedzielę Trump na Twitterze podziękował swoim sympatykom, którzy zebrali się pod szpitalem. Wielu z nich miało ze sobą flagi z hasłem "Trump 2020".
Sprzeczne informacja o stanie zdrowia
W ostatnich dnia z administracji amerykańskiego prezydenta wypływały sprzeczne doniesienia dotyczące stanu zdrowia Trumpa. Zespół lekarzy z Białego Domu poinformował, że sytuacja się poprawia i już planowany jest powrót Trumpa do Białego Domu.
Później głos zabrał szef sztabu Białego Domu Mark Meadows. Przekazał dziennikarzom, że "parametry życiowe prezydenta w ciągu ostatnich 24 godzin były bardzo niepokojące, a następne 48 godzin będzie kluczowe. Nadal nie jesteśmy na dobrej drodze do pełnego powrotu do zdrowia".
Godzinę później Meadows dodał, że Trump "radzi sobie bardzo dobrze", a "lekarze są zadowoleni z wyników". Szef sztabu nie wyjaśnił, z czego wynikają rozbieżności w wygłaszanych komunikatach. Z nieoficjalnych informacji wynika, że prezydent USA nie był zadowolony z działań swojego pracownika.
Inny przedstawiciele administracji powiedzieli, że wylot Trumpa do szpitala to środek ostrożności, a prezydent pozostanie pod opieką lekarzy kilka dni.
W sobotę wieczorem Meadows w rozmowie z Fox News powiedział, że stan Trumpa w piątek był o wiele gorszy, niż urzędnicy podali do publicznej wiadomości. Lekarze polecili prezydentowi udać się do szpitala po tym, jak zobaczyli, że ma gorączkę, a poziom tlenu we krwi gwałtownie spadł.