To była najważniejsza wizyta obcego przywódcy nad Tamizą od przejęcia władzy przez Davida Camerona w 2010 r. – ocenia konserwatywny „Daily Telegraph".
Równo za cztery miesiące lider torysów musi stawić czoła wyborcom. Ma dwóch przeciwników: jak zawsze laburzystów oraz populistyczną Partię Niepodległościową Zjednoczonego Królestwa (UKIP), której poparcie rośnie z powodu gwałtownego napływu imigrantów.
Aby utrzymać się u władzy, Cameron chce obiecać wyborcom, że w razie zwycięstwa wymusi zmianę zasad działania Unii Europejskiej, tak by radykalnie ograniczyć ilość pracowników osiedlających się na Wyspach. Ten plan ma także zapewnić utrzymanie Wielkiej Brytanii we Wspólnocie po referendum w 2017 r. Tyle że scenariusz Camerona nie ma żadnych szans na realizację, jeśli nie zgodzi się na niego najważniejszy kraj Unii Niemcy. Zmiana traktatu o UE wymaga jednomyślnego poparcia wszystkich państw Wspólnoty.
W środę w Londynie Merkel wyszła naprzeciw oczekiwaniom Camerona, ale tylko częściowo.
– Mamy jasno zdefiniowaną czerwoną linię: utrzymanie swobody przemieszczania się osób w Unii. To jest fundament integracji, którego nie wolno naruszać – mówi „Rz" proszący o zachowanie anonimowości wysoki rangą niemiecki dyplomata. I dodaje: – Dziwi nas, że polskie władze nie wystąpiły z równą determinacją w tej sprawie, choć przecież to jest w interesie Polski.