Białoruski sąd wydał kolejny wyrok śmierci. Proces w sprawie gwałtu i morderstwa młodej dziewczyny z miejscowości Reczyca (obwód homelski) toczy się od ponad półtora roku. Do tragedii doszło 29 sierpnia 2013 roku, gdy 19-letnia Alesia poznała u znajomych 21-letniego Sergeja. Gdy chłopak odprowadzał dziewczynę do domu, jak ustalono w toku śledztwa, miał zaatakować dziewczynę, zgwałcić i zabić ze szczególnym okrucieństwem. Z materiałów śledztwa wynika, że w trakcie przestępstwa 21-latek był pod wpływem alkoholu. Zmasakrowane ciało dziewczyny odnalazł nad ranem ochroniarz lokalnego domu twórczości.

Proces miał charakter niejawny ze względu na „szczególne okrucieństwo" sprawy. Białoruskie media podają, że oskarżony odmówił składania zeznań w sądzie, lecz do winy się przyznał. Według tych informacji miał jedynie przepraszać matkę zabitej dziewczyny, która była obecna podczas rozprawy. Poza morderstwem i gwałtem chłopak jest również oskarżony o chuligaństwo, pobicie i kradzież.

Wyrok nie jest prawomocny, w związku z tym skazany na karę śmierci ma jeszcze możliwość odwołania się do białoruskiego Sądu Najwyższego. Gdy Sąd Najwyższy utrzyma wyrok, oskarżonemu pozostanie tylko jedno – napisać prośbę o ułaskawienie adresowaną do Aleksandra Łukaszenko. Tymczasem w ciągu swojej 20-letniej prezydentury ułaskawił on tylko jedną osobę. Dzięki temu w 1996 roku karę śmierci skazanemu zastąpiono na 20 lat więzienia.

Wyroki śmierci na Białorusi zapadają od 1996 roku, gdy ponad 80 proc. Białorusinów w trakcie referendum opowiedziało się za pozostawieniem odziedziczonej z czasów radzieckich kary śmierci. Wyroki śmierci wykonuje grupa egzekucyjna w areszcie śledczym Nr 1 w Mińsku. Według byłego szefa tego więzienia Olega Ałkajewa tylko w latach 1996-2001 zostało rozstrzelane 134 osoby. Ałkajew, który jest jednym z kluczowych świadków w sprawie o porwanie znanych białoruskich polityków, od 2001 roku mieszka w Niemczech. Jest autorem znanej książki „Ekipa do zabijania".

Według lokalnych obrońców praw człowieka od czasu wyjazdu Ałkajewa białoruski sąd mógł wydać nawet kilkadziesiąt wyroków śmierci. Według białoruskiego prawa, ciała skazanych na śmierć nie są przekazywane ich rodzinom.

Do najbardziej znanych wyroków śmierci, które zapadły w ostatnich latach na Białorusi, należą wyroki w sprawie zamachu terrorystycznego w mińskim metrze w 2011 roku, w wyniku którego zginęło 15 osób. Na karę śmierci w tej sprawie zostali skazani 26-letni Dzmitryj Kanawałau i Uładzisłau Kawalou. Od samego początku ta sprawa budziła wiele kontrowersji, a zachodni obserwatorzy i niezależne media zauważają, że proces nie spełniał podstawowych standardów w zakresie niezależności i niezawisłości. Poza tym matka oskarżonego Uładzisława Kawaloua zwróciła się w tej sprawie do komitetu ds. praw człowieka przy ONZ.

Niestety, odpowiedź z ONZ przyszła już po egzekucji. Komitet uznał, że w trakcie śledztwa popełniono wiele błędów, a wobec oskarżonego była użyta przemoc, co w konsekwencji zmusiło go do pomówienia siebie w tej sprawie. Co więcej, komitet uznał, że proces nie spełniał standardów w zakresie niezależności i niezawisłości, a również to, że zostało naruszone podstawowe prawo oskarżonych – prawo do życia.

Białoruś jest jedynym krajem w Europie, a również w WNP (Wspólnota Niepodległych Państw), gdzie nadal stosuje się karę śmierci.