Reklama

Rządu nie ma, Turcy znów idą na wybory

Prezydent Recep Erdogan ogłosił przedterminowe głosowanie – dwa i pół miesiąca po poprzednim.

Publikacja: 25.08.2015 20:59

Rządu nie ma, Turcy znów idą na wybory

Foto: AFP

Po raz pierwszy od czasów ogłoszenia w Turcji republiki w 1923 roku przez Mustafę Kemala Ataturka Ankara przeprowadzi wybory przed terminem. Miesiące po czerwcowym głosowaniu poświęcone były na zbudowanie jakiejś koalicji rządzącej, ponieważ prezydencka Partia Sprawiedliwości i Rozwoju utraciła w nich większość.

Sam prezydent chciał zdobyć w czerwcowym głosowaniu większość pozwalającą mu na zmianę konstytucji. Po 13 latach stania na czele rządu wygrał w 2014 roku pierwsze w historii Turcji powszechne wybory prezydenckie. Jednak szef państwa ma w większości ceremonialne kompetencje, Erdogan chciał to zmienić i znów być w centrum życia politycznego.

Tymczasem w czerwcu wyborcy na to nie pozwolili, zmęczeni rządami jego partii, skandalami korupcyjnymi, narastającym kryzysem gospodarczym, ale też brakiem efektów w rozmowach pokojowych z nielegalnymi ugrupowaniami kurdyjskimi. Liczba głosów dla Partii Sprawiedliwości zmniejszyła się z 50 proc. w 2011 roku do 41 proc. w czerwcu.

Również po raz pierwszy w historii kraju Ludowa Partia Demokratyczna (HDP) związana z mniejszością kurdyjską przekroczyła progi etnicznego getta i zdobyła uznanie wśród młodych Turków jako partia lewicowa. Niewielkie zwycięstwo HDP postawiło na głowie polityczną scenę kraju, uniemożliwiając Erdoganowi realizację jego ambitnych planów.

Teraz premier Ahmet Davutoglu rozpoczął formowanie – pierwszy raz w historii republiki – rządu tymczasowego. I znów pierwszy raz w jej historii w skład gabinetu może wejść przedstawiciel ugrupowania prokurdyjskiego.

Reklama
Reklama

Ale nie zmieni to preferencji wyborczych, wynik przedterminowych wyborów będzie podobny do czerwcowego głosowania. Od tamtego czasu w niczym nie poprawiła się sytuacja gospodarcza Turcji, która sprawia, że wyborcy coraz niechętniej odnoszą się do partii prezydenta. Pogorszyło się za to bezpieczeństwo narodowe. Erdogan rozpoczął bowiem wojnę na dwa fronty.

Pierwszym jest Syria, gdzie turecka armia zaczęła atakować bojówki Państwa Islamskiego. Radość z powodu wejścia Turcji do wojny ogarnęła wszystkich, którzy drugi rok bezskutecznie próbują powstrzymać radykałów: od irackich Kurdów po amerykańskich generałów i polityków. Turecka armia uważana jest za najsilniejszą w regionie. Co jednak ważniejsze, Ankara była poprzednio oskarżana o ciche wspieranie islamskich bojówkarzy – z niechęci do syryjskiego prezydenta Assada i Kurdów (niezależnie od tego, w jakim państwie mieszkają).

Szybko się okazało, że radość tych ostatnich była przedwczesna. Najpierw tureckie lotnictwo zaatakowało bazy irackich Kurdów, twierdząc, że są tam też „tureccy". Potem armia rozpoczęła operację w samej Turcji przeciw Kurdom. Szybko doprowadziło to do serii zamachów terrorystycznych w kilku tureckich miastach i ataków partyzanckich wzdłuż południowej i południowo-wschodniej granicy państwa, na terenach, gdzie Kurdowie stanowią większość. W ciągu miesiąca zginęło w nich co najmniej 100 cywilów, żołnierzy i policjantów.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1457
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1456
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1455
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1454
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama