Prof. Krzysztof Simon podtrzymał wygłaszaną już wcześniej opinię, że masowe protesty organizowane przez Strajk Kobiet nie mają wpływu na liczbę zakażeń koronawirusem.

Simon skomentował słowa Jarosława Kaczyńskiego, który z sejmowej mównicy zarzucił opozycji, że ma "krew na rękach", popierając protesty kobiet związane z wyrokiem TS w sprawie aborcji.

Ocenił, że strajki nie wpływają na liczbę zakażeń, takie słowa są karygodne i dyskwalifikują polityków, a tego typu wymiana zdań to "dyskusja na poziomie Białorusi

- Dziesiątki ludzi protestują, a zakażenia spadają. Jakby miało to wpływ, to szpitale byłyby pełne, a ludzie ustawialiby się w kolejkach - mówił specjalista.

Simon stwierdził, że nie jest optymistą i uważa, że pandemii nie uda się opanować do wiosny. Poprawa sytuacji byłaby możliwa pod warunkiem masowego systemu szczepień, zrozumienia przez większość Polaków, że jest epidemia oraz uniknięcia "szaleństw politycznych, które wywołują konflikty".

- Przecież z Unii płyną pieniądze dla Polski. Po co my to robimy? 25 krajów, łącznie z Maltą i Estonią jest "za", bo nikt nie chce dawać szaleńcom pieniędzy do zmarnowania. A my oczywiście na "nie", choć nam są potrzebne teraz pieniądze, leki i współpraca europejska - mówił prof. Simon.