"Rzeczpospolita": Czy słowa wicepremiera Jarosława Gowina o ewentualnym zignorowaniu orzeczenia TSUE przez polski rząd należy traktować jako zapowiedź polexitu?

Prof. Henryk Domański IFiS PAN: „Ignorowanie” to jest kluczowe słowo, bo oznacza lekceważenie. Dlatego sądzę, że to prywatna wypowiedź wicepremiera Gowina. Ci, którzy podejmują rzeczywiste decyzje, zapewne czegoś takiego by nie powiedzieli, bo wiedzą, że to mogłoby być niebezpieczne. Nie chodzi tylko o realizację umów międzynarodowych i traktatów, ale o to, że sam polexit jest nierealistyczny. Przecież nasze firmy już się przestawiły na regulacje UE. I ci , którzy podejmują decyzje gospodarcze, to wiedzą.

Może prywatna, ale wygłosił ją wicepremier.

Rzeczywiście, może tak być to widziane przez państwa zachodnie, ale jestem przekonany, że rzeczywiste zamierzenia rządu za tymi słowami nie stoją. Nie tylko opinia publiczna, ale i Jarosław Kaczyński wiedzą, że to byłby koniec PiS. Zbliżają się wybory: PiS straciłoby bardzo dużo, chcąc Polskę wyprowadzić z Unii. Nawet jeśli procentowo byłoby to tylko 10 punktów, to jest to wynik na pograniczu klęski.

Czy obywatele postrzegają spór z UE jako poważny problem?

Nie bardziej niż do tej pory. Polexit rozważają wyłącznie na poważnie prawicowi radykałowie. To przecież jest tylko dalszy ciąg sporu z UE. Werdykt TS będzie kolejnym jego ogniwem. Mamy do czynienia ze zdecydowanym stanowiskiem UE i rządem, który czasem próbuje wykazywać oznaki ustępstw. Więc ludzie widzą to raczej jako problem rządu. Bo UE wie, że nie może odpuścić. A więc jest to element starego znanego sporu, a nie nowe zjawisko ani zagrożenie. Trybunał Sprawiedliwości jest odbierany dość enigmatycznie – tak jak Parlament Europejski. Nie wiadomo, co od tej instytucji zależy. Może kojarzy się trochę z sankcjami. Ale wymiar prawny nie jest brany pod uwagę – nie ma świadomości, że to jest instytucja działająca jak sąd.