Srivastava nie był w stanie uzyskać pomocy medycznej. Swoją sytuację relacjonował na Twitterze.

Lekarzom i szpitalom w okolicy, w której mieszkał, Srivastaya zarzucił "autokratyczność". Pisał, że saturacja (nasycenie tlenem) jego krwi spadła do 52 proc. - ale nie jest w stanie uzyskać pomocy ponieważ w placówkach ochrony zdrowia nikt nie odbiera od niego telefonu.

W jednym z kolejnych wpisów dziennikarz poinformował, że saturacja spadła mu do 31 proc.

W oddzielnym wpisie podkreślił, że przeszedł test na COVID-19, ale nie zna jeszcze jego wyników.

O pomoc dla swojego ojca starał się jego syn, którego odesłały z kwitkiem trzy szpitale. Jak wyjaśniał żaden szpital nie chciał przyjąć jego ojca bez wyniku testu na COVID-19, pomimo, że rozwinęły się u niego wszystkie symptomy COVID-19.

Przed swoją śmiercią Srivastava krytykował na Twitterze władze Indii, że te pozwalają na organizacje dużych zgromadzeń publicznych o charakterze religijnym i politycznym pomimo rosnącej liczby zakażeń koronawirusem w kraju.