Od tygodnia na pograniczu Strefy Gazy z Izraelem dochodzi do starć między palestyńskimi radykałami a izraelskim wojskiem. Kilkakrotnie doszło do wymiany strzałów, a na terytorium Izraela spadło kilkadziesiąt rakiet Kassam. W piątek Izrael zdecydował się na atak odwetowy. Lotnictwo dokonało 13 nalotów na Strefę, niszcząc „nielegalne zakłady zbrojeniowe Hamasu“.
Zdaniem Palestyńczyków bomby spadły na obiekty cywilne: warsztaty ślusarskie, mleczarnię i farmy. W wyniku eksplozji – choć Izraelczycy specjalnie dokonali nalotów nocą, aby uniknąć ofiar cywilnych – lekko rannych zostało czworo dzieci, m.in. niemowlę. Wszystkie zostały trafione kawałkami szkła z rozbitych szyb.
– Oni zawsze mówią, że atakują „terrorystów“, ale w Gazie to niemożliwe. Zaludnienie jest tu zbyt gęste – powiedziała „Rz“ Lubna Masarwa z organizacji Wolna Gaza. – Również tym razem celem było sterroryzowanie ludności cywilnej. To się w pełni udało, ludzie w Strefie Gazy są przerażeni.
Izrael tymczasem ostrzega, że to dopiero początek. – Jeżeli rakiety nie przestaną spadać na nasze terytorium, przeprowadzimy kolejną wielką ofensywę przeciw Hamasowi – zapowiedział wicepremier Silwan Szalom. – Nie pozwolimy, aby nasze dzieci znów wzrastały w atmosferze strachu.
Szalom ostrzegł przed „kolejną ofensywą“, bo w ostatnich latach izraelskie wojsko już kilkakrotnie wkraczało na teren Strefy. Ostatni raz na przełomie 2008 i 2009 roku. Doszło wtedy do masowych nalotów, miasto Gaza zostało otoczone przez czołgi. Zginęło około 1,4 tys. Palestyńczyków i 13 Izraelczyków.