– To farsa – tak zareagował minister spraw zagranicznych Gruzji na wieść o wizycie Siergieja Ławrowa. Ten zaś niespełna miesiąc po wysłaniu rosyjskich wojsk do Gruzji spotkał się z przywódcą separatystów i rozmawiał z nim o zacieśnianiu współpracy. Z Abchazji zamierza udać się do Osetii Południowej. Jeszcze w tym tygodniu Rosja chce podpisać z obu regionami umowy o współpracy.
Tuż przed wyjazdem Ławrow przyznał, że użył niecenzuralnego słowa w rozmowie z szefem brytyjskiego MSZ Davidem Milibandem, ale był to tylko cytat z czyjejś opinii o prezydencie Gruzji. – Aby przedstawić Milibandowi inny punkt widzenia, musiałem mu powiedzieć, jak określił Saakaszwilego w rozmowie ze mną jeden nasz kolega z kraju europejskiego – powiedział cytowany przez agencję ITAR-TASS. I dodał: – To określenie brzmiało: „pie... szaleniec” i to wszystko.
Ławrow przyznał, że usiłował przekonać brytyjskiego ministra, że to prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili rozpoczął wojnę w Osetii Południowej, a nie Rosja.
O tym, że Saakaszwili planował wojskową operację w celu odzyskania Abchazji i Osetii Południowej już od 2005 roku, mówił wczoraj były gruziński minister obrony. Irakli Okruaszwili, dawny członek ekipy Saakaszwilego, a teraz uchodźca polityczny, stwierdził, że USA nie zorientowały się w porę, co zamierza gruziński przywódca, którego wspierały. – Teraz dni Saakaszwilego są policzone – powiedział.
Prezydent twierdzi, że to Rosja odpowiada za wojnę, gdyż wspierane przez nią oddziały osetyjskie prowokowały Gruzinów, a 7 sierpnia 150 rosyjskich pojazdów wojskowych ruszyło w stronę Cchinwali. Okruaszwili, który był ministrem w latach 2004 – 2006, twierdzi jednak, że już wtedy opracowywał wraz z Saakaszwilim plany ataku na Osetię Południową i Abchazję. – Strategicznym priorytetem była dla nas Abchazja, ale przygotowaliśmy plan zajęcia obu terytoriów – podkreślił.