Mieszkańcy ukraińskiej stolicy są zaskoczeni. – Chciałam posprzątać na grobie niedawno zmarłej ciotki. Nie wiedziałam, że trzeba płacić za wejście – żaliła się Antonina, nauczycielka jednej z kijowskich podstawówek. Zadzwoniła nawet do urzędu miejskiego, by się upewnić, czy ludzie żądający od niej pieniędzy przy bramie cmentarnej nie są złodziejami. – To kasjerzy – usłyszała.
Przeciwnicy mera są zbulwersowani. – Wprowadzając wejściówki na cmentarze, ten człowiek przekroczył wszelkie granice moralności. Z jednej strony mówi pięknie o miłości i szacunku do emerytów, a z drugiej każe staruszkom płacić za odwiedziny grobów swoich bliskich – mówił wicepremier Ołeksandr Turczynow, bliski współpracownik premier Julii Tymoszenko.
Emeryci, zdaniem ekspertów, są podstawą elektoratu mera Czernoweckiego. Dzięki nim ponownie zwyciężył w zeszłorocznych przedterminowych wyborach, których domagała się Julia Tymoszenko. Czernowecki mówi o poparciu dla staruszków przy każdej okazji. Wczoraj usłyszeli od niego, że będą chowani na koszt państwa. A 19 stycznia otrzymali paczki żywnościowe z kaszą gryczaną, szprotkami i czekoladą.
Po interwencjach kijowian administracja miejska złagodziła przepis. Początkowo z opłaty za wejście na cmentarz byli zwolnieni tylko ci, którzy uczestniczą w ceremonii pogrzebowej. Teraz wejściówki za 10 hrywien (ok. 5 zł) muszą kupić tylko ci, którzy chcą wjechać na cmentarz samochodem.
Mer Kijowa Leonid Czernowecki szuka jednak nowych sposobów, by zarobić na zmarłych. Zamierza na przykład opodatkować pogrzeby. I to zarówno ludzi, jak i zwierząt (psy i koty są chowane na specjalnej peryferyjnej nekropolii). – Bez podatku nie będzie pogrzebany nikt, nawet żaba – zapowiadał ostatnio.