Donald Trump ogłosił decyzję o opuszczeniu Syrii przez liczący 2 tysiące żołnierzy kontyngent wojsk amerykańskich tuż przed świętami Bożego Narodzenia, po rozmowie telefonicznej z Erdoganem.

Teraz jednak doradca ds. bezpieczeństwa Trumpa podczas wizyty w Ankarze oświadczył, iż warunkiem wycofania się wojsk USA z Syrii jest zapewnienie przez Turków bezpieczeństwa kurdyjskim sojusznikom USA. Tymczasem Turcja uważa Kurdów z Powszechnych Jednostek Ochrony (YPG), tworzących Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) za przedłużenie separatystycznej Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), która w Turcji została zdelegalizowana i jest uznawana za organizację terrorystyczną.

Erdogan, po słowach Boltona o gwarancjach dla Kurdów odmówił spotkania z nim, a w parlamencie przekonywał, że Turcja nie uczyni żadnych koncesji jeśli chodzi o walkę z terroryzmem.

Teraz Cavusoglu ostrzegł, że jeśli wycofywanie się będzie opóźniane z powodu takich absurdalnych wymówek, jak to, że Turcy masakrują Kurdów, co nie odzwierciedla rzeczywistości, to wdrożymy decyzję (o ofensywie)" - zapowiedział szef MSZ Turcji.

Wcześniej Erdogan zarzucił Boltonowi popełnienie "śmiertelnego błędu", polegającego na domaganiu się gwarancji od Ankary w kwestii bezpieczeństwa kurdyjskich bojowników.

Również sekretarz stanu Mike Pompeo oświadczył, że Turcja musi zobowiązać się do ochrony Kurdów, którzy byli sojusznikami USA w walce z Daesh.

Cavusoglu zapowiada jednak, że Turcja jest gotowa do przeprowadzenia ofensywy i nie potrzebuje zgody od nikogo na takie działanie.

Cavusoglu ma w czwartek rozmawiać telefonicznie z Pompeo.