Reklama
Rozwiń
Reklama

Amerykańska troska o Putina

Rosyjska wersja magazynu dla mężczyzn „GQ” wyszła w tym miesiącu „ulepszona”. Amerykańscy wydawcy zadbali, by w Rosji nie ukazał się artykuł krytykujący rosyjskiego premiera Władimira Putina

Aktualizacja: 07.09.2009 02:15 Publikacja: 06.09.2009 21:12

Władimir Putin

Władimir Putin

Foto: AFP

Rosyjskie media internetowe huczały wczoraj o „artykule, którego nie było”. Conde Nast, wydawca ekskluzywnego magazynu dla panów, postanowił uchronić rosyjskiego czytelnika przed opublikowanym w amerykańskiej wersji tekstem Scotta Andersona „Władimir Putin – mroczna droga do władzy”. Według informacji BBC adwokat wydawnictwa wysłał do pracowników okólnik z instrukcjami: tekstu w Rosji pod żadnym pozorem nie publikować. Na amerykańskich blogach i forach internetowych rozgorzała dyskusja o naruszeniu wolności mediów i dziennikarskiej etyki. Rozpoczęła się też społeczna kampania, dzięki której w Internecie błyskawicznie ukazały się zeskanowane z amerykańskiego magazynu strony artykułu, a następnie jego rosyjskie tłumaczenie.

Przedstawiciele wydawnictwa Conde Nast odmawiali mediom komentarzy, przyznając jednocześnie, że „biorą pod uwagę przepisy i problemy w krajach, w których wychodzą ich gazety”. Co takiego było w tekście, że Amerykanie zdecydowali się na cenzurę? Scott Anderson – doświadczony korespondent wojenny – przeprowadził dziennikarskie śledztwo dotyczące wydarzeń z jesieni 1999 roku.

Wynika z niego, że seria wybuchów w domach mieszkalnych – odpowiedzialnością za nie obarczono Czeczenów i stały się oficjalnym powodem rozpoczęcia drugiej wojny czeczeńskiej – mogła być operacją służb specjalnych działających na zlecenie rządu. Czyli Władimira Putina, którego bezwzględna walka z czeczeńskim terroryzmem zawiodła wkrótce na Kreml.

Anderson przytacza fragmenty rozmowy z Michaiłem Triepaszkinem – byłym pracownikiem KGB, a potem FSB i jednocześnie prawnikiem, który prowadził niezależne śledztwo w tej sprawie. Cała historia może być jednak zręcznym chwytem marketingowym, ponieważ przetłumaczony na rosyjski artykuł można bez wysiłku znaleźć w Internecie, a historia o „amerykańskiej cenzurze” tylko podsyca ciekawość. W efekcie artykuł przeczyta prawdopodobnie więcej osób, niż kupiłoby ekskluzywny „GQ”.

Problem tkwi jednak nie tyle w dostępności, ile w odporności Rosjan na wszystko, co odbiega od telewizyjnego obrazu świata. Ci, którzy chcieli, już dawno przeczytali o całej sprawie chociażby w opozycyjnej „Nowej Gaziecie”.

Reklama
Reklama

Ci, którzy nie chcą, nie uwierzą i tak. Nie dalej jak wczoraj pewien młody architekt przekonywał mnie, że zamordowana trzy lata temu opozycyjna dziennikarka Anna Politkowska była zdrajczynią i wrogiem narodu.

[i]Justyna Prus z Moskwy[/i]

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1453
Świat
Islam w Europie, brutalna diagnoza. Europejski laicyzm przegrywa?
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1451
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1450
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama