W Pradze, dokąd papież przybył w sobotę, Benedykta XVI witały tłumy. Powiewały watykańskie flagi, ludzie wymachiwali świętymi obrazami. – Viva papa! – skandowali wierni. Ale – jak odnotowały media – byli to głównie zagraniczni turyści.
W jednym z najbardziej laickich krajów Europy blisko połowa społeczeństwa to ateiści. I dlatego papież ani chwili nie zwlekał z przypomnieniem Czechom o ich chrześcijańskich korzeniach ani o tym, kim jest Bóg.
– Dla chrześcijan prawda ma imię: Bóg. A dobroć ma twarz Jezusa Chrystusa. Wiara chrześcijan, od czasów świętych Cyryla i Metodego oraz pierwszych misjonarzy, odegrała decydującą rolę w ukształtowaniu duchowego i kulturowego dziedzictwa tego kraju – mówił kilka godzin po wylądowaniu w Pradze. Na Hradczanach słuchał go prezydent Vaclav Klaus i jego poprzednik Vaclav Havel, a także dziesiątki innych czeskich polityków i dyplomatów.
Wczoraj podobnych słów słuchały tysiące wiernych zgromadzonych na lotnisku w Brnie. Na terenie wielkości 25 boisk piłkarskich niektórzy koczowali już od rana. Wielu założyło tradycyjne stroje. W tłumie powiewały flagi polskie, niemieckie, austriackie. – Historia pokazała absurdy, w jakie człowiek popada, kiedy wyklucza Boga z horyzontu swych decyzji i działań – mówił im papież.
Choć dziś większość Czechów odżegnuje się od Kościoła, Benedykt XVI przypomniał im, że nie zawsze tak było, bo „Ewangelia na ziemi czeskiej obecna jest od ponad tysiąca lat”. – Wasz kraj, tak jak inne, doświadcza zjawisk kulturowych, które często stanowią radykalną zmianę dla wiary, a zatem także dla nadziei – mówił. Wskazywał na postęp techniczny i gospodarczy, który nie zawsze jest dobry.