Reklama
Rozwiń
Reklama

Amerykanie wybierają senatorów

Zawiedzeni rządami demokratów Amerykanie znów żądają zmian. Tym razem szansę mają republikanie

Publikacja: 02.11.2010 20:17

Wspierana przez Tea Party Sharron Angle ma szansę wygrać rywalizację o mandat w Nevadzie z Harrym Re

Wspierana przez Tea Party Sharron Angle ma szansę wygrać rywalizację o mandat w Nevadzie z Harrym Reidem, legendą demokratów

Foto: AFP

Pewne jest tylko to, że były to najdroższe wybory w historii USA: kampania kosztowała aż cztery miliardy dolarów! Gdy w zimny listopadowy poranek odwiedziłem lokale wyborcze w Greenbelt w Marylandzie i Arlington w Wirginii, nie odniosłem jednak wrażenia, by nawet tak wielkie pieniądze były w stanie wyciągnąć z domów wielkie tłumy. Nie pomogły też rozdawane wyborcom nalepki „Już głosowałem”.

[srodtytul]Teraz my[/srodtytul]

– Wprawdzie gdy otworzyliśmy drzwi, czekało już dziewięciu wyborców, ale frekwencja jest nieporównywalna z tym, co widzieliśmy podczas wyborów dwa lata temu – mówił „Rz” Kenneth Barksdale Junior, przewodniczący komisji wyborczej w Prince George County w stanie Maryland. – Ale wybory prezydenckie zawsze przyciągają więcej osób – mówił przed wejściem do szkoły średniej w Greenbelt, gdzie odbywało się głosowanie.

Właśnie frekwencja miała być tajemnicą wyborczego sukcesu republikanów. – Wprawdzie jest u nas zarejestrowanych więcej demokratów, ale liczymy na to, że zostaną w domach – mówi „Rz” siwowłosy John Hines, który wspiera republikanina Charlesa Lollara.

– Zwycięstwo republikanów to dla Ameryki krok w tył. W kraju jest jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia, ale w tym celu demokraci muszą utrzymać kontrolę nad Kongresem. Dlatego, choć widziałem sondaże, przyszedłem zagłosować.

Reklama
Reklama

Jeśli takich osób będzie więcej, to udowodnimy ekspertom, że ich prognozy były błędne – przekonuje Day Ovbiagele, wysoki, czarnoskóry 48-latek, który cieszy się, że spotkał dziennikarza z Polski, bo właśnie w naszym kraju w drugiej lidze w piłkę gra jego bratanek.

Na poparcie takich osób liczyła m.in. Barbara Mikulski, już piąty raz walcząca o reelekcję do Senatu. Tym razem jej rywalem z Partii Republikańskiej jest Eric Wargotz, zarzucający jej popieranie podwyżek podatków, niszczenie miejsc pracy w Marylandzie i wspieranie rozrzutnej polityki rządu w Waszyngtonie. Do głosowania wzywali liderzy obu partii.

„Idźcie głosować. (…) W tych wyborach chodzi o naszą przyszłość. Chodzi o to, jaki ten kraj powinien być. I to ty musisz o tym zdecydować” – napisał Barack Obama na Twitterze. Według „New York Timesa” Biały Dom już pracuje jednak nad tym, jak zminimalizować wpływ porażki zarówno na partię, jak i na starania o reelekcję Obamy w 2012 roku. – Obiecywali zmianę, teraz nasza kolej – przekonywała z kolei liderka republikanów w Nevadzie Sharron Angle.

I chociaż nie ma jeszcze wyników wyborów, to analitycy nie mieli wątpliwości, że po dwóch latach rządów Obamy kontrolę nad Izbą Reprezentantów republikanie przejmą z łatwością. Według prognoz wyborcy wściekli na wysokie bezrobocie i niemrawy wzrost gospodarczy zamierzali sprawić demokratom największe lanie od ponad 60 lat.

Nie wiadomo było wczoraj, co będzie z Senatem. Teoretycznie republikanie mieli szansę przejąć i tę izbę. W praktyce było to jednak trudne. Ekipa Baracka Obama liczyła na to, że utrzyma w Senacie choć dwa głosy przewagi.

Nawet kontrolując Kongres, republikanie będą mogli jednak głównie powstrzymywać ambicje prezydenta. Czy dwuletni impas nie będzie więc szkodliwy dla kraju? – Jeśli twój samochód zmierza ku przepaści, to wciśnięcie hamulca to i tak bardzo dużo. Republikanie powstrzymają marsz Obamy w stronę socjalizmu – podkreśla zmarznięty John Hines.

Reklama
Reklama

[srodtytul]Intrygujące pojedynki[/srodtytul]

W wielu stanach kandydaci obu partii do ostatniej chwili szli łeb w łeb. Niezwykłe emocje budziła między innymi wyborcza burza, która przetoczyła się przez Nevadę. Mieszkańcy stanu ogromnie ucierpieli ostatnio z powodu wysokiego bezrobocia i dużej liczby przejmowanych przez banki domów. O zachowanie stanowiska Harry Reid – jeden z najbardziej wpływowych ludzi w amerykańskim Senacie – walczył tam ze wspieraną przez Tea Party kandydatką republikanów Sharron Angle, która według sondaży miała przewagę nad weteranem Partii Demokratycznej.

Intrygujący był również pojedynek w Illinois, gdzie na mandat, który należał niegdyś do Obamy, chrapkę miał republikanin Mark Kirk. Przegrana słabego kandydata Alexiego Giannoualisa byłaby dla demokratów symboliczną porażką. Na szczęście dla demokratów Kirk został jednak złapany na tym, że kłamał, mówiąc, że został wybrany „agentem roku”, jego samolot nigdy nie został też zestrzelony.

Niezwykle ciekawa była też walka na Alasce, gdzie o fotel senatora walczył republikanin Joe Miller – kandydat wspierany przez Tea Party i byłą kandydatkę na wiceprezydenta Sarę Palin, demokrata Scott McAdams oraz konserwatywna senator Lisa Murkowski, która mimo braku poparcia Partii Republikańskiej zdecydowała się na start i według sondaży miała szanse na zwycięstwo. Jej nazwisko wyborcy musieli jednak dopisać na karcie do głosowania. Zacięta rywalizacja toczyła się też m.in. w Kolorado, Pensylwanii, Waszyngtonie, Wirginii Zachodniej, Kalifornii i Kentucky.

Tegoroczne wybory stały się na tyle interesujące, że Amerykanie umawiali się w barach, by wspólnie oglądać ogłaszanie wyników. Aby nie doszło do fałszerstw, maszyny do głosowania były wyposażone w specjalne zabezpieczenia mechaniczne i systemy kodowania danych. Część członków komisji jednak narzeka. – Nasze komputery mają już dziesięć lat. Każdy, kto ma w domu choćby pięcioletni komputer, wie, co to oznacza – powiedział Kenneth Barksdale Junior.

[i]Jacek Przybylski z Greenbelt[/i]

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1453
Świat
Islam w Europie, brutalna diagnoza. Europejski laicyzm przegrywa?
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1451
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1450
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama