W Wałbrzychu, z inicjatywy prezydenta, przyjęto uchwałę zobowiązującą wszystkich mieszkańców do szczepień na COVID-19. To sprawiło, że prezydent zaczął otrzymywać pogróżki od osób, którym nie podoba się pomysł przymusowego szczepienia na COVID-19.

- Stoimy przed absolutnie apokaliptyczną wizją czwartej fali wirusa. I ona jest całkiem nieodległa, bo czeka nas pewnie w okolicach września - ostrzega Szełemej
w rozmowie z Onetem.   

Prezydent Wałbrzycha przekonuje, że "warunkiem niezbędnym" jeśli chodzi o trwały powrót do normalności jest "uzyskanie populacyjnego poziomu zabezpieczenia, czyli wyszczepienia".

Tymczasem - jak dodaje - "jesteśmy obarczeni ogromnym ryzykiem, że do września nie osiągniemy wyszczepienia populacji wyższego niż 45 proc.".

Jak wylicza Szełemej "do tej pory zaszczepiło się około 25 proc. Polaków". Prezydent Wałbrzycha dodaje, że - według niego - "latem wiele osób wyjedzie i zapomni o pandemii". - Szczepienia w tym okresie będą bardzo trudne. Aby temu zapobiec, potrzebujemy rewolucji – nowej kampanii promocyjnej, zaangażowania służb medycznych i elit państwa. Tylko tak osiągniemy odsetek zaszczepionych na poziomie ponad 50 proc. To absolutne minimum - ocenia.

Szełemej tłumaczy, że uchwała przyjęta przez radę miasta w Wałbrzychu to "bicie na alarm" i "krzyk rozpaczy".

- Pandemia nie skończy się w ciągu dwóch–trzech tygodni ani do końca roku. Musimy się oswajać z myślą, że ten wirus z nami pozostanie. Żaden system opieki zdrowotnej i świadczeń społecznych nie wytrzyma permanentnego stanu pandemicznego. A taki się w Polsce zapowiada - przekonuje.

Według prezydenta Wałbrzycha jeśli we wrześniu poziom wyszczepienia wyniesie nie więcej niż 45 proc. wówczas jesienią "szpitale i SOR-y ponownie się zapełnią". - Znów będziemy angażować cały system służby zdrowia, żeby walczyć z COVID-em. Nie wspominam już o kolejnym lockdownie - mówi.