Zaczęło się od tego, że prawnuczka jednej z kobiet pochowanych w zbiorowej mogile na cmentarzu w Poyales del Hoyo w środkowej Hiszpanii postanowiła przenieść szczątki prababki do prywatnego grobowca. 30 lipca wynajęta przez nią firma przystąpiła do rozkopywania grobu. Obecny był przedstawiciel rodziny ekshumowanej, burmistrz liczącego około 600 mieszkańców miasteczka i członek Forum na rzecz Pamięci, reprezentujący bliskich pozostałych osób pochowanych w tym grobie.
Podczas ekshumacji kobiety, której szczątki znajdowały się na samym dnie, okazało się, że grób jest pełen wody i gliny. Mimo sprzeciwu przedstawiciela Forum burmistrz podjął decyzję o przeniesieniu wszystkich ofiar do nowej mogiły. Po fakcie zawiadomił o tym rodziny. Część pochwaliła jego decyzję, część nie.
Na sobotę 7 sierpnia Forum na rzecz Pamięci zwołało w centrum miasteczka protest. „Jesteśmy wnukami robotników, których nigdy nie udało wam się zabić" – głosił plakat niesiony przez demonstrantów. Otoczyli ich mieszkańcy. „Wynocha!", „Nie jesteście stąd!", „Nie chcemy tu czerwonych!" – krzyczeli. Podarli plakat, potłukli megafon. Interweniowała Gwardia Cywilna. Do dziś pozostawiła straże w miasteczku. „Czemu służy grzebanie na nowo w tym g...?" – pytał cytowany przez gazetę „ABC" Ignacio Mesa, wnuk ofiary wojny.
W konflikcie z lat 1936 – 1939 mogło zginąć nawet pół miliona ludzi. Rządzący obecnie w Hiszpanii socjaliści wskrzesili stare animozje, forsując ustawę o pamięci historycznej, która gloryfikuje ofiary po stronie republikańskiej, a całą winę za wojenne okrucieństwa zrzuca na generała Franco i prawicę. – Premier Zapatero niszczy wszystko, co udało się osiągnąć w ramach polityki transformacji po śmierci Franco – mówił „Rz" prawicowy polityk Benigno Blanco, szef Hiszpańskiego Forum Rodziny.