Spiker Izby Gmin John Bercow zgodził się na kolejne głosowanie nad umową May, mimo wcześniejszego sprzeciwu poddania pod głosowanie raz odrzuconej ustawy w czasie tej samej sesji parlamentu (spiker powołał się na precedens z 1604 roku).

Bercow uznał, że propozycja rządu by głosować samą umowę ws. brexitu, bez tzw. politycznej deklaracji (określającej ramy przyszłej współpracy Wielkiej Brytanii z UE) wypełnia znamiona "istotnej zmiany" jeśli chodzi o przedmiot głosowania.

Przeciw umowie zagłosuje zarówno Partia Pracy, jak i północnoirlandzcy sojusznicy rządu May z Demokratycznej Partii Unionistów. Bez 10 parlamentarzystów z DUP Partia Konserwatywna nie posiada większości w Izbie Gmin - co oznacza, że prawdopodobnie May przegra głosowanie ws. umowy brexitowej po raz trzeci.

Boris Johnson uważa, że deklaracja premier May o ustąpieniu ze stanowiska nic nie zmienia. "Martwym" nazwał porozumienie szefowej rządu z Brukselą.

Inny wspierający brexit parlamentarzysta, Mark Francois, powiedział, że nie zagłosowałby za umową May nawet, gdyby wsadzili mu broń do ust.

Poseł torysów Andrew Bridgen powiedział, że premier May i jej umowa idą w parze. - Premier już nie ma autorytetu - skomentował.