W czwartek spiker Izby Gmin John Bercow zgodził się na kolejne głosowanie nad umową May, mimo wcześniejszego sprzeciwu poddania pod głosowanie raz odrzuconej ustawy w czasie tej samej sesji parlamentu (spiker powołał się na precedens z 1604 roku). Bercow uznał, że propozycja rządu by głosować samą umowę ws. brexitu, bez tzw. politycznej deklaracji (określającej ramy przyszłej współpracy Wielkiej Brytanii z UE) wypełnia znamiona "istotnej zmiany" jeśli chodzi o przedmiot głosowania.

Zgodnie z pierwotnym harmonogramem Wielka Brytania powinna opuścić UE 29 marca. Jednak po dwukrotnym odrzuceniu przez Izbę Gmin umowy wynegocjowanej przez May (15 stycznia i 12 marca) oraz odrzuceniu możliwości twardego brexitu, parlament upoważnił rząd do zwrócenia się do UE z prośbą o przełożenie daty brexitu. Unia zgodziła się na przełożenie jej na 22 maja, ale jedynie w sytuacji, gdy Izba Gmin przyjmie umowę ws. brexitu.

Podczas rozmowy telefonicznej z May Corbyn miał wyrazić dezaprobatę dla głosowania nad umową ws. brexitu bez głosowania nad polityczną deklaracją.

Rzecznik Partii Pracy poinformował, że Corbyn wyraził się jasno: labourzyści nie zgodzą się na "brexit z zawiązanymi oczyma" głosując nad "szkodliwą umową May" co sprawiłoby, że kolejny lider Partii Konserwatywnej (May zapowiedziała, że ustąpi, jeśli jej umowa zostanie przyjęta przez Izbę Gmin", będzie miał wolne ręce, aby "deptać podstawowe prawa" oraz "zagrażać miejscom pracy i standardom życia".

W rozmowie z BBC Corbyn stwierdził, że premier próbuje zrobić coś, na co nie zgadzała się 14 stycznia - czyli oddzielić umowę ws. brexitu od politycznej deklaracji dotyczącej przyszłych relacji z UE.

- Nie można ich oddzielić, ponieważ w takim wypadku zgadzasz się na brexit z zawiązanymi oczyma - podkreślił Corbyn.