„Polski deputowany Parlamentu Europejskiego przyznał, że snajperzy na Majdanie szkoleni byli w Polsce" – ucieszył się na Twitterze Dołgow, który jest „pełnomocnikiem ds. praw człowieka, demokracji i rządów prawa" w rosyjskim resorcie dyplomacji.

Rzeczywiście, w wywiadzie dla portalu „Wirtualna Polska" Janusz Korwin-Mikke 15 kwietnia powiedział, że snajperzy którzy zabijali manifestantów na kijowskim Majdanie szkoleni byli w Polsce. „To była również nasza operacja. Snajperzy byli szkoleni także w Polsce" – oświadczył kandydat na prezydenta Rzeczpospolitej.

Według niego, w czasie walk na kijowskim Majdanie zginęło 40 demonstrantów i 20 policjantów. Zarówno opinia Korwina-Mikke o snajperach, jak i jego dane bardzo różnią się od tych podawanych przez stronę ukraińską. Dane o zabitych manifestantach różnią w zależności od źródła: od 106 (ukraińskie ministerstwo ochrony zdrowia) do 760 (lekarze-ochotnicy pracujący na Majdanie).

„Siedzę sobie w Parlamencie Europejskim obok pana Urmasa Paetza, ministra spraw zagranicznych Estonii, który przyznał w rozmowie z (ówczesną szefową unijnej dyplomacji) panią baronową Katarzyną Ashton of Upholland, że to nasi ludzie strzelali na Majdanie, a nie ludzie pana Janukowycza, czy pana Putina. Szkoleni u nas, w krajach Zachodu" – wytłumaczył eurodeputowny skąd czerpie wiedzę o snajperskich treningach.

„Ukraińskie władze boją się uczciwego śledztwa w sprawie wydarzeń na Majdanie. Wykazałoby, że zachodni przedstawiciele rozdawali tam nie tylko pierożki" – wtóruje mu rosyjski pełnomocnik ds. praw człowieka Konstantin Dołgow.