Deklaracja Alberta Rivery może oznaczać przełom w wyborach lokalnych 24 maja, a przede wszystkim w wyborach do Kortezów w grudniu lub styczniu.
– Możemy wejść w porozumienie zarówno z Partią Ludową (PP), jak i PSOE (socjaliści – red.), a nawet z Podemosem. Ludzie głosują nie tylko na programy, ale także na określone podejście do życia i tak samo postępujemy i my. Hiszpańskie społeczeństwo odnosi się teraz z wielką nieufnością do dotychczasowego systemu dwupartyjnego.
36-letni Rivera dopiero od kilku miesięcy stara się przekształcić Ciudadanos (Obywatele) z partii o zasięgu lokalnym powstałej w Katalonii w ruch ogólnokrajowy. Mimo to według ostatniego sondażu instytutu Metroscopia jego ugrupowanie ma już poparcie 13,8 proc., co stawia je na czwartym miejscu w kraju.
Do tej pory eksperci uważali jednak, że Ciudadanos to liberalna partia bliżej związana z tradycyjną prawicą.
– Mają najlepszy program gospodarczy. To będzie skuteczny sposób, aby zatrzymać marsz Podemosu – mówił niedawno „Rz" Antonio Roldan z Euroasia Group w Londynie.
Deklaracja Rivery jest tym ważniejsza, że poparcie dla lewackiego Podemosu gwałtownie spada. Ugrupowanie Pablo Iglesiasa może już liczyć tylko na 16,5 proc. wyborców wobec 23,9 proc. w styczniu. To w szczególności efekt ujawnienia, że jeden z liderów partii Juan Carlos Monedero ukrył przed fiskusem 425 tys. euro, jakie otrzymał za doradzanie przywódcy Wenezueli Hugo Chavezowi. Wyczyszczenie kraju z korupcji ma być zaś głównym celem przejęcia władzy przez Podemos.
Mimo wszystko Rivera ocenia, że poparcie dla PP i PSOE nie przekroczy jesienią 45 proc., dając populistom władzę. Zdaniem nestora hiszpańskiej polityki, byłego premiera Felipe Gonzaleza, obie tradycyjne partie zachowają łącznie 60 proc. poparcia.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...